Na samym początku chciałabym napisać, że na tym blogu znajdzie się opowiadanie mojego autorstwa. Będzie ono opowiadało o Draco Malfoyu, którego przygody będziecie mogli czytać w formie jego pamiętnika. Mam nadzieję, że będzie się podobać. Dzisiaj dodaję prolog, a prawdopodobnie w środę dodam pierwszy rozdział.
***
- Draco! – to była moja mama, krzycząca jeszcze przez drzwi. Po chwili zapukała i cicho weszła do pokoju, myśląc, że syn jeszcze śpi. Ale widząc, że Draco już się obudził, powiedziała:
- O, wstałeś już. Spakowałeś się?
- Tak, już wczoraj to zrobiłem. – odparłem. Dzisiaj jest pierwszy dzień szkoły, pierwszy dzień siódmego roku, ostatniego roku w szkole.
- To świetnie, jak będziesz gotowy to zejdź na śniadanie. – powiedziała Narcyza, po czym wyszła z pokoju.
Kiedyś nawet lubiłem szkołę. Hogwart dawniej był miejscem, gdzie nie mógł mnie dosięgnąć gniew ojca. Tam zawsze byłem panem wszystkich Ślizgonów, mogłem udawać, że jestem bezuczuciowy. Jednak teraz? Nie wiem czy mi się to uda. Po tym wszystkim, wszyscy będą mnie wytykać palcami. Mam nadzieję, że przynajmniej Blaise się ode mnie nie odwróci, bo z pewnością pozostali będą patrzeć na mnie z ukosa i myśleć sobie „To Draco, był Śmierciożercą, najgorszą istotą na ziemi, która pragnie krwi niewinnych ludzi”. Oczywiście mam kilku zwolenników, jak chociażby Pansy Parkinson, która jest strasznie głupiutka, ale nią nigdy się jakoś nie przejmowałem. No i pozostaje jeszcze kwestia Pottera. Wybraniec pewnie teraz będzie jeszcze bardziej dumny niż zazwyczaj, bo w końcu to on pokonał najsilniejszego czarownika, jaki kiedykolwiek istniał na ziemi.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos matki, która mnie ponaglała. Wstałem więc i udałem się do łazienki by wykonać poranną toaletę.
Po dziesięciu minutach wyszedłem z łazienki i skierowałem swoje kroki na schody. Ich poręcze były wyjątkowo pięknie i gustownie zdobione. Cała moja posiadłość wyglądała jakby należała do jakiegoś króla. Kiedyś mi się to podobało, czułem się ważniejszy niż wszyscy inni, ale teraz? Chciałbym mieć zwykły dom, a w nim kochającą się rodzinę, a nie ojca w Azkabanie i matkę, która boi się wyrazić własne zdanie.
Kiedy zszedłem do jadalni zobaczyłem pięknie zastawiony stół, a przy nim matkę. Co roku, kiedy odjeżdżałem do Hogwartu, rodzice urządzali taką ucztę, chcąc mnie należycie pożegnać. Jednak w tym roku przy stole zabrakło Lucjusza. Może to i dobrze, przynajmniej nie będzie mi prawił kazań, że mam nie rozmawiać ze zdrajcami krwi i szlamami.
Śniadanie minęło w ciszy, Narcyza mało kiedy się odzywała, a ja również nie miałem nic ważnego do powiedzenia. Ciągle myślałem o tym nowym roku w szkole…
- Już czas, Draco. Musimy wyruszyć na peron. – rzekła matka, po czym przeteleportowaliśmy się na stację, gdzie już czekał na mnie pociąg. Po chwili pojawiły się moje bagaże.
- Żegnaj synku – powiedziała mi mama, po czym mocno mnie przytuliła. Nigdy tak nie robiła, a nawet jeśliby tak zrobiła to potraktowałbym ją zimno, odepchnąłbym ją czy coś w tym stylu. Jednak teraz potrzebowałem tego ciepła. Wtuliłem się w Narcyzę jeszcze bardziej, a ona szepnęła mi na ucho:
- Obyś się zmienił i nie skończył jak twój ojciec. Mam nadzieję, że ten rok cię zmieni, na lepsze. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. – Po tych słowach pani Malfoy odsunęła mnie od siebie, a ja zorientowałem się, że po moim policzku spłynęła jedna łza. Rozejrzałem się po peronie i zobaczyłem jak Hermiona Granger mnie obserwuje. Starłem szybko łzę i popatrzyłem na tą kujonkę najbardziej jadowitym spojrzeniem na jakie było mnie stać, po czym z powrotem odwróciłem się w stronę matki, pożegnałem się z nią. Wyprostowałem się dumnie i pewnym krokiem ruszyłem w stronę pociągu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz