sobota, 5 lutego 2011

Rozdział VIII „Zdrajczyni Krwi”

- Co ty wyprawiasz, Blaise?! – krzyknąłem do przyjaciela. Za późno zorientowałem się, że nie powinienem tego mówić. Trzeba było to przełożyć na później. Teraz to Zabini z pewnością się obrazi, muszę więc jakoś tą sytuację obrócić na moją korzyść.
- O co ci chodzi, Malfoy? – wysyczał Zabini. Jeszcze nigdy tak się do mnie nie odezwał. Nie takim tonem.
- Mogą was przyłapać. Jest już późno, a wy sobie chodzicie w najlepsze w obrębie Zakazanego Lasu. Nie bez powodu ma taką nazwę. Jest ZAKAZANY. – Mam nadzieję, że udało mi się ich zwieść.
- Dzięki za troskę, ale nie potrzebujemy jej. – wtrąciła sarkastycznie Granger.
- Właśnie! Potrafimy się sobą zająć. – rzucił Blaise, po czym krótko pocałował Hermionę w usta i uśmiechnął się do niej.
Tego już było dla mnie za wiele. Mój przyjaciel i Szlama!
- Teraz możesz już iść, Cerberze. – powiedział mój, jak wcześniej myślałem, najlepszy przyjaciel.
Odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłem w stronę szkoły. Teraz już tylko pragnąłem by nikt nie złapał mnie na włóczeniu się poza szkołą lub po szkole o tej godzinie.
Nie mogę uwierzyć, że Zabini to zrobił! Zostawił mnie dla Szlamy. Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi a nie parą, ale nie musiał tak na mnie krzyczeć. Przecież nie zrobiłem nic złego, a oni od razu się na mnie rzucili. Pewnie są wkurzeni, że widziałem jak trzymali się za ręce. Nie wiem jednak co to za powód, bo w końcu i tak bym to zauważył.
Kiedy szedłem korytarzem w stronę swojego dormitorium, usłyszałem podniesione głosy. Przyspieszyłem kroku, chcąc zobaczyć kogo dotyczy konflikt.
Wszedłem w drugi korytarz i zobaczyłem rodzeństwo Zdrajców Krwi – Weasley’ów. Schowałem się i słuchałem.
- Kiedy widziałaś Hermionę ostatnim razem?! – wykrzyknął Ron do swojej siostry.
- Kiedy wybiegała z Wielkiej Sali. Poza tym uspokój się i nie wrzeszcz na mnie! Nie dziwię się, że od ciebie uciekła. – odparowała Ginny.
- To trzeba ją było zatrzymać! Szła sama?
- Tak. Chyba tak. Skąd mam wiedzieć, nie śledzę jej.
- Jesteście podobno przyjaciółkami, więc powinniście być nierozłączne! – wykrzyknął Weasley. Poczułem, że muszę zainterweniować.  Ruszyłem więc w ich stronę, a oni widząc mnie, natychmiast zamilkli.
- Słyszę, że panna Granger wam uciekła. No, no nie dziwię się. Nikt z wami by nie wytrzymał. – powiedziałem drwiąco.
- Zamknij się, Malfoy – powiedział cicho Ronald.
- Och, nasz kochany Wieprzlej mi się przeciwstawił. Ciekawe. A tak przy okazji. Dalej jesteś ze Szlamą? – spytałem.
- Nie twój interes! – odparował rudzielec.
- Skoro jej szukasz to może zajrzyj do mojego dormitorium. – tutaj posłałem mu pełen zadowolenia uśmieszek. Ron już się gotował ze złości. Miałem ochotę parsknąć śmiechem, ale postanowiłem, że zachowam powagę.
- Jest u CIEBIE?! – wykrzyknął Weasley.
- Nie wiem. Kiedy ostatnio sprawdzałem, nie było jej tam. Musieli gdzieś wyjść.
- Zaraz, to w końcu z kim ona jest? – Wieprzlej wyglądał na jeszcze głupszego niż zwykle. Za to Ginny o mało się nie roześmiała. Nie mam nawet pojęcia dlaczego, ale mniejsza o to.
- Sam się domyśl – rzuciłem i poszedłem w stronę swojego dormitorium zostawiając rodzeństwo Weasley samych.
Kiedy już byłem w łóżku, zasnąłem z uśmiechem na ustach.

***
Obudziła mnie poduszka. Dosłownie. Wylądowała na mojej głowie i z początku nie wiedziałem co się dzieje, ale gdy tylko udało mi się ją ściągnąć z siebie, ujrzałem Blaise’a.
Oczywiście, że to on. Bo któżby inny. Tylko po co mnie tak wcześnie budzi?
- Jak mogłeś?! – krzyknął do mnie. Urocze powitanie, nie ma co.
- Co, jak mogłem? – nie wiedziałem o co mu chodzi.
- Jak mogłeś powiedzieć Weasley’owi, że spotykam się z Hermioną? – wypalił mój przyjaciel.
- Ale ja mu tego nie powiedziałem! – nie skłamałem, bo przecież to nie ja mu powiedziałem z kim była wczoraj Granger. Sam musiał się domyślić, ja go tylko naprowadziłem na rozwiązanie.
- To jakim cudem on wie? Poza tym powiedział Hermionie wyraźnie, że to ty mu o tym powiedziałeś. Jak to wytłumaczysz?
- Ja go tylko naprowadziłem, a on odgadł, że Szlama jest z tobą – odparłem najspokojniej w świecie.
- Ale jak ty mogłeś coś takiego powiedzieć?
- Ale co? I tak by się dowiedział. Chyba lepiej wcześniej, macie to już przynajmniej z głowy.
- Hermiona chciała sama mu to powiedzieć. – wyznał cicho Blaise, z nutą złości w głosie.
- Dobra, już dobra. Przepraszam, ale wczoraj tak mnie zaatakowaliście, zostałem sam i musiałem coś zrobić, jakoś się wyładować. A że wyszło jak wyszło, to nie moja wina. Mogli tam nie stać.
- To kto tam jeszcze był? – spytał lekko zaniepokojony Zabini.
- Ginewra Weasley, wkrótce zresztą Potter. – powiedziałem z uśmiechem.
Blaise’owi wyraźnie ulżyło. Rozumiem go, nie chciał na razie żeby ktoś inny się o tym dowiedział. Chociaż wkrótce, pewnie cała szkoła będzie o tym plotkowała. Ślizgon i Gryfonka, w dodatku Szlama. To będzie wydarzenie roku! Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Wybaczę ci, jeśli przeprosisz Hermionę. – powiedział mój przyjaciel.
Wciągnąłem powietrze. Ten warunek będzie trudny do spełnienia…
- Albo z naszą przyjaźnią koniec. – dodał Zabini.
Na to nie mogłem pozwolić. Nie mogę stracić kolejnej bliskiej mi osoby.
- Zgoda! – wykrzyknąłem. Blaise uśmiechnął się i wyszedł do łazienki.
Nie wierzę, że mi tym zagroził! To niemożliwe, co ta Szlama z nim zrobiła. Wystarczyły 2 dni i on za nią szaleje. Za tym coś musi się kryć i ja to odkryję. Stawiam na Eliksir miłosny, ale pewności nie mam. Muszę się skontaktować z panną Weasley i wyciągnąć z niej informacje. Ona na pewno wie coś na ten temat. Wczoraj o mało nie parsknęła śmiechem, kiedy rozmawiałem o Granger.
Tak, ona coś wie.
Po kilkunastu minutach Blaise wyszedł z łazienki, więc ja szybko go wyminąłem i wpadłem do niej. W głowie miałem tylko jedną myśl. Jak najszybciej dorwać Ginewrę Weasley i porozmawiać z nią o Szlamie i moim przyjacielu.
Po odbyciu porannej toalety, wypadłem jak burza z dormitorium, a kiedy mijałem Blaise’a, on spytał:
- Gdzie się tak spieszysz?
- Muszę coś załatwić – rzuciłem tylko i już mnie nie było. Wpadłem do pokoju wspólnego Ślizgonów, w którym było już tłoczno. Szybko przebiegłem przez pomieszczenie i korytarzem ruszyłem w stronę Wielkiej Sali.
Kiedy dotarłem na miejsce, zajrzałem do środka. Przy stole Gryfonów nie było jeszcze Ginny. Postanowiłem, że zaczekam na nią i wyduszę z niej informacje.
Długo nie musiałem czekać. Ujrzałem najsławniejszą parę Hogwartu: Pottera i Weasley. Szli, trzymając się za ręce, jednak kiedy zobaczyła mnie Ginny, puściła dłoń swojego chłopaka.
- Czego chcesz, Malfoy? – spytał ostrym tonem Potter.
- Może by tak grzeczniej? – odpowiedziałem.
- Chyba śnisz. Ciesz się, że w ogóle z tobą rozmawiam, bo zazwyczaj nie zamieniam ani słowa ze Śmierciożercami! – wykrzyknął mi prosto w twarz. Podszedł bliżej, myślałem już, że się na mnie rzuci. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak rozwścieczonego. Nawet nie mam pojęcia czym go tak wkurzyłem. Pewnie chce pokazać swojej dziewczynie, że jest twardy.
Teraz staliśmy tak blisko siebie, że prawie stykaliśmy się nosami.
Nagle Ginny rozdzieliła nas, odpychając od siebie.
- Skończcie już. Czego chcesz, Malfoy? – spytała Ruda. Odwróciłem wzrok od Pottera i spokojnie powiedziałem do dziewczyny:
- Porozmawiać o Granger i Zabinim.
- Chętnie też o tym z tobą porozmawiam. – wtrącił się Wybraniec.
- Nie wtrącaj się Harry. Idź na śniadanie, zaraz do ciebie dołączę – powiedziała Ginny do swojego chłopaka i pocałowała go w usta. Ten chwilę jeszcze stał przy nas, jednak w końcu ruszył do pomieszczenia.
- Więc? – rzuciła Weasley.
- Cóż… - zacząłem, po czym przygwoździłem dziewczynę swoim ciałem do ściany. Nie mogła się ruszyć. I o to chodziło, teraz będzie musiała powiedzieć prawdę.
Spojrzała na mnie, jednak w jej oczach nie dostrzegłem ani odrobiny strachu.
- Nie wiem, po co to zrobiłeś, ale to nieważne. Zawsze byłeś dziwny. – powiedziała. Zacisnąłem usta ze złości, jednak po chwili się rozluźniłem i spokojnie odpowiedziałem.
- Nigdy nie byłem dziwny. Ale do rzeczy. Co ta Szlama zrobiła mojemu przyjacielowi?!
- Nie nazywaj jej tak – wysyczała Ginny.  – Pytanie jednak brzmi, co Zabini zrobił Jej? Bo ona nie kiwnęła przy tym palcem. Powiedziałaby mi.
- Widzimy jaka jest lojalna wobec ciebie – powiedziałem drwiąco.
- Mówi mi wszystko, więc najwidoczniej tego NIE zrobiła. Pytałam ją nawet czy nie użyła Eliksiru Miłosnego na Blaise’ie, ale ona zaprzeczyła. Powiedziała, że nie wie dlaczego, ale on jej się podoba.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Oni chyba naprawdę przypadli sobie do gustu.
- Oni chyba naprawdę przypadli do gustu – stwierdziła dziewczyna, jakby czytała mi w myślach. – Bo w nich czytam. – dodała, przy czym się uśmiechnęła.
Szybko wyciągnąłem różdżkę i przystawiłem do gardła Weasley. Ona jednak ani drgnęła, patrzyła tylko na mnie tymi swoimi oczyma. Nagle przywarła do mnie i pocałowała. Na początku stałem jak wryty, ale po chwili oddałem pocałunek. Co z tego, że to Zdrajczyni Krwi? W tamtej chwili się to nie liczyło, ważny był tylko ten moment, który został przerwany przez Wieprzleja:
- Ginny! Co ty wyprawiasz?
Ginewra oderwała usta od moich i spojrzała na brata.
- Nie miałam wyboru, przycisnął mnie do ściany i pocałował. Był dla mnie za silny. – skłamała dziewczyna Pottera i spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem. Chciała bym poparł jej wersję. Żeby zagrać na nerwach Rona, postanowiłem, że pomogę tej dziewczynie.
- Zgadza się. Pocałowałem ją, bo skoro Blaise tak wychwala całowanie ze Szlamą, to pocałunek Zdrajczyni Krwi, nie może się wiele różnić i pewnie jest równie przyjemny. Musiałem spróbować – powiedziałem i wyszczerzyłem do niego zęby. Twarz Weasley’a była już purpurowa, wyglądał jakby zaraz miał eksplodować.
- Nie powiem, było przyjemnie – dodałem jeszcze i puściłem oczko do Ginny. Ona tylko spiorunowała mnie wzrokiem. Już miałem ponownie się odezwać, ale nie wiadomo skąd pojawiła się Granger.
- Co tu się dzieje?! – wykrzyknęła.

środa, 2 lutego 2011

Rozdział VII „Spotkanie w Zakazanym Lesie”

Na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że rozdział taki sobie.. Wolałabym aby było już więcej Dramione, ale na razie nie mogę tak po prostu ich ze sobą połączyć, bo to wyglądałoby nienaturalnie.
Po drugie chciałabym żeby ktoś to zaczął czytać, bo póki co, to nie ma żadnych komentarzy, więc też chyba żadnych czytelników ;(


Najchętniej nie szedłbym na te lekcje wcale, ale niestety to obowiązek i muszę się tam pojawić. Już nie jestem prefektem, ponieważ byłem Śmierciożercą o czym McGonagall dobrze wiedziała, więc mógłbym się urwać z kilku zajęć, bo już nie muszę świecić przykładem. Jednak wolę nie ryzykować spotkania z dyrektorką i jej pogadanki na temat tego, że powinienem się wziąć za siebie.
Jest wtorek, drugi dzień nauki, a wydaje się jakbym był już tutaj z tydzień. Strasznie wiele się wydarzyło w ostatnim czasie. Szantażowanie Hermiony, później jej zemsta, a na samym końcu Blaise, który się z nią umawia. Tego już po prostu za wiele. Do tego dochodzi jeszcze kwestia ojca, który dopiero co pojawił się w Azkabanie, a już daje o sobie znać mnie i mojej matce.
Wyszedłem za drzwi, za którymi nadal stał Blaise. Myślałem, że będzie wypytywał o co chodzi, jednak ten tylko spytał, nie naciskając:
- I co?
- Spotykam się z matką. Dzisiaj, w Zakazanym Lesie o 18.00.
- Czyli oboje mamy spotkania o tej godzinie. Pogadamy jak wrócimy do dormitorium. Teraz chodźmy na zajęcia. – powiedział przyjaciel, po czym wyszedł z Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Poszedłem za nim.

***

Lekcje minęły mi dzisiaj szybko. Najpierw miałem Eliksiry, potem Obronę Przed Czarną Magią. Później jeszcze była Transmutacja i Wróżbiarstwo. Nadal nie wiem po co chodzę na te ostatnie zajęcia. Ale cóż, wszystko może mi się przydać.
Kiedy już wyszedłem z Wróżbiarstwa, które było ostatnie, skierowałem swoje kroki w stronę Wielkiej Sali. Chciałem zjeść obiad, jak reszta uczniów szkoły.
Wchodząc do Sali zauważyłem Granger, która patrzyła na mnie z irytacją i zaciekawieniem. Ja jednak odwróciłem wzrok i podszedłem do stołu Ślizgonów. Mam gdzieś tą Szlamę, skoro ona za to, że chciałem spełnić dobry uczynek, nazywa mnie Arystokratą i prawi mi te swoje idiotyczne kazania.
Po chwili do Wielkiej Sali wszedł też Zabini. Spojrzał tylko na chwilę w stronę stołu Gryfonów, jednak kiedy zauważył, że Hermiona nie patrzy, odwrócił wzrok i usiadł koło mnie.
- Ona w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Pewnie nie przyjdzie. – pożalił mi się.
- Rozumiem, że chodzi o naszą Szlamę. – skomentowałem.
- Nie mów tak na nią! – skarcił mnie przyjaciel.
- Przepraszam. – powiedziałem cicho. – Nie martw się, po prostu nie zauważyła, że wszedłeś na salę.
W tej chwili Granger pochyliła się nad Ronem i cmoknęła go w policzek i spojrzała w moją stronę. W jej oczach malowało się wyzwanie. Po chwili przesunęła wzrok na Blaise’a, którego widocznie dopiero co zauważyła. Ku mojemu zdziwieniu pomachała mu. Zabini od razu się rozpromienił, uśmiechnął się do panny Granger i odwzajemnił gest.
- Widzisz, miałem rację. – stwierdziłem.
- Jak zawsze. – odpowiedział Blaise, po czym zadowolony rozpoczął obiad.
- Na pewno jej się podobasz, mówię ci. A dzisiaj będziesz miał dowód – uśmiechnąłem się do niego.
Po posiłku oboje wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy do naszego dormitorium. Wtem ktoś zawołał Blaise’a. Okazało się, że to Hermiona.
- Serio chcesz się ze mną spotkać? – skierowała pytanie do Zabiniego.
- Oczywiście, że chcę. Przecież ci napisałem. – odpowiedział mój przyjaciel.
- No tak, ale ja pomyślałam, że może to Malfoy napisał, żeby mnie tam zwabić i później się z tego nabijać. Mam nadzieję, że jesteś inny niż on. – zadziwiające, rozmawiała o mnie, jakbym tam w ogóle nie stał.
- Nie wiem czy zauważyłaś, Granger, ale ja tu stoję – przerwałem im.
- I? – spytała dziewczyna.
- Nie jestem taki zły jak mnie tu opisujesz – odparłem. Hermiona wybuchła śmiechem a Zabini powiedział:
- Draco, proszę cię przestań. Nie chcemy tu kłótni.
- Przecież nawet się na to nie zanosi – odpowiedziałem. Nie wiem w czym on widział problem.
- W przypadku waszej dwójki zawsze zanosi się na kłótnię – skomentował mój przyjaciel.
- Dobra już dobra. Ja idę do dormitorium, a wy, kochane gołąbeczki …
- Nie jesteśmy gołąbeczkami – wypaliła Granger, ale ja szybko zasłoniłem jej usta dłonią, tak by nie mogła już nic więcej powiedzieć.
- Zabini, przyjdź za chwilę do dormitorium, chciałbym ci jeszcze coś powiedzieć na wiesz jaki temat.
- OK. – odpowiedział tylko Blaise i odwrócił się w stronę Szlamy. Natomiast ja udałem się w stronę wieży Slytherinu.

***

Wszedłem do dormitorium i od razu zauważyłem SMSa. Od matki oczywiście.

„Draco, mógłbyś przyjść szybciej? O 17.00? Proszę, odpisz jak najszybciej”

Szybko wystukałem odpowiedź twierdzącą i spojrzałem na zegarek. Była 16.00, czyli miałem jeszcze godzinę. Nie wiem, czy Blaise zdąży przyjść w tym czasie. Najwyżej zostawię mu kartkę.
O 16.30 Blaise’a jeszcze nie było. Pewnie poszedł z panną Granger od razu na swoją randkę.
Czas się zbierać. Wstałem i poszedłem na spotkanie z matką.

***

Przybyłem na miejsce spotkania o 16.50. Matka już tam była. Stała pod ogromnym drzewem, w cieniu. Gdybym nie wiedział, że tam jest, to z pewnością bym jej nie zauważył.
Podszedłem do niej i pocałowałem w policzek, po czym rozpoczęliśmy rozmowę.
- Jak się czujesz? – spytała mnie z zatroskaną miną.
- Dobrze. A ty?
- Umiarkowanie dobrze, zważając na to, że Lucjusz się odezwał. – na jej twarzy pojawił się grymas, którego nigdy wcześniej na jej twarzy nie widziałem – obrzydzenia.
- Nie chcesz go już w naszym życiu?
- Draco, sam wiesz jak było. Nigdy mnie nie kochał. Chciał tylko żony czystej krwi i syna, Malfoya, który by po nim odziedziczył nazwisko i zimne serce.
- Tak wiem.
- Cóż, może przejdziemy do rzeczy. Otóż, twój ojciec skontaktował się ze mną wczoraj. Oto co mi wysłał. – tu matka podała mi list.

„Droga Narcyzo,
Jak się czujesz? Wszystko u ciebie w porządku? Pewnie zastanawiasz się jakim cudem udało mi się do ciebie wysłać list. Jak wiesz, mam swoje znajomości, a te wiele dają. Chciałbym móc opuścić to miejsce i wrócić do ciebie. I naszego syna. Mam nadzieję, że beze mnie nie stanie się zbyt miękki. Jednak wkrótce planuję się stąd wydostać. Nie pytaj jak. Mam swoje sposoby. Wszystko wyjaśnię ci jak wrócę.
Wkrótce skontaktuje się również z Draconem.
Tęsknie za Tobą,
Lucjusz”

Oddałem kartkę papieru matce i spojrzałem na nią. Wyciągnęła rękę po list i pospiesznie go schowała.
- Co o tym sądzisz? – spytała mnie o opinię matka.
- To co ty. Nie chcę by się wydostał z Azkabanu. Jeśli mu się to uda to nie będziemy mieli życia. Wybacz, jeśli cię to urazi, ale ja nie chcę mieć takiego ojca.
- Świetnie cię rozumiem, synku. Ja nie chcę takiego męża. Miejmy tylko nadzieję, że ty się zmienisz i nie wyrośniesz na człowieka o zimnym sercu, na jakiego chciał cię wychować ojciec.
- Na to już chyba za późno. – powiedziałem cicho i spuściłem głowę. Czułem na sobie wyczekujące spojrzenie matki, jednak się nie odezwałem. Za to ona to zrobiła.
- Coś się stało? Czemu tak mówisz? Przecież nie jesteś złym człowiekiem.
- Mówisz tak, bo nie wiesz jaki jestem w szkole. Przez ojca, nienawidzę ludzi brudnej krwi, nikogo nie szanuję i uważam się za lepszego od innych. Ale ja mam już tego dosyć! Chciałbym się zmienić i nawet próbowałem, ale mi nie wyszło.
Matka przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu, po czym się odezwała.
- Draco, ja w ciebie wierzę. Jeśli będziesz się starał z pewnością ci się to uda. Tylko nie trać wiary w siebie. I pamiętaj: nie ma podziału na brudną i czystą krew. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Musimy oceniać po czynach i wnętrzu człowieka, a nie po jego pochodzeniu. Proszę cię, zapamiętaj to.
-Dobrze mamo. A co zrobimy z ojcem?
- Na razie nic. Będziemy czekać. Jeśli się do ciebie odezwie, to daj mi znać. Wtedy jeszcze raz się tu umówimy i porozmawiamy.
Po policzku spłynęła mi jedna łza. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje. Czuję się taki… zagubiony.
Nawet nie wiem kiedy matka wzięła mnie w objęcia. Po chwili odsunąłem ją od siebie i powiedziałem:
- Dziękuję ci, że przyszłaś, ale muszę już wracać do szkoły.
- Oczywiście, rozumiem. Tylko pamiętaj co ci powiedziałam.
Pożegnałem się z nią i ruszyłem w stronę szkoły. Wiał zimny wiatr, który niemiłosiernie smagał mi twarz. Pociekła mi po niej jedna łza, i kolejna i jeszcze jedna. Czułem się taki bezradny, ale też szczęśliwy. Chyba jeszcze nigdy nie rozmawiałem z matką od serca, tak jak dziś. To było wspaniałe. Zawsze myśląc o idealnej matce i rodzinie, taką ją sobie wyobrażałem.
Nagle na mojej drodze pojawili się Zabini i Hermiona, trzymający się za ręce.

sobota, 29 stycznia 2011

Rozdział VI „Wiadomość dla Hermiony”

Blaise zamilkł na chwilę, myślał. W końcu wyciągnął rękę, w której trzymał papier i powiedział:
- Mógłbyś zanieść to Hermionie?
Wybuchnąłem śmiechem. Czy on zdawał sobie w ogóle sprawę o co mnie prosi? MNIE? Mam rozmawiać z tą Szlamą, kulturalnie, mam z niej nie drwić!
- Proszę cię. Sam nie chcę jej tego dać.
- Ale to będzie głupio wyglądało. Jakbyś potrzebował swatki czy pośrednika.
- Draco, proszę cię. Chodź raz bądź człowiekiem i wyświadcz mi tę przysługę.
Popatrzyłem na przyjaciela. Jego wzrok był błagalny, jakby od tego skrawka papieru zależało jego życie.
- No dobra. Ale nie każ mi z nią rozmawiać. Po prostu powiem jej, że to od ciebie i tyle. Skoro nie mogę z niej drwić, to nie mam z tą Szlamą… yyy… to znaczy z Hermioną tematów do rozmowy.
Blaise tylko pokręcił głową i powiedział:
- Dziękuję ci mimo wszystko. Ale staraj się jej nie nazywać Szlamą. Bądź dla niej miły podczas tej rozmowy.
- Dobra, dobra. Postaram się nie nazwać jej Szlamą.
Zabini popatrzył na mnie spode łba i odparł:
- To idź już.
- A ty?
- Ja nie idę dzisiaj na śniadanie.
- Dlaczego?
- A jak myślisz, Draco? Jeślibym był na Wielkiej Sali, kiedy wręczasz to Hermionie, pomyślałaby, że jestem tchórzem i się tobą wysługuję. Albo co gorsza, że próbujemy sobie z niej zakpić.
- Chętnie bym to zrobił.
Zabini spiorunował mnie tylko wzrokiem, po czym wypchnął za drzwi.
W pokoju wspólnym Ślizgonów jak zwykle panował gwar. Uczniowie dyskutowali o czymś zawzięcie i tylko nieliczni z nich zwrócili na mnie uwagę, ale po chwili znów wrócili do swoich zajęć. Byłem nieco urażony. Ja, Draco Malfoy, o którym zawsze rozmawiano, byłem traktowany prawie jak powietrze. Niezbyt przyjemne uczucie. Ciekawe czy Ron Weasley też się tak czuje? Przecież nie jest żadną gwiazdą ani nic takiego. Potter czy Granger może i są znani. Potter dlatego że zniszczył Czarnego Pana i jest Wybrańcem, a Granger słynie ze swojego kujoństwa. Cała ona.
Wyszedłem z pokoju wspólnego i trafiłem na korytarz. Już miałem ruszyć w stronę Wielkiej Sali, ale nagle przypomniałem sobie co trzymam w ręku. Spojrzałem w dół, na świstek papieru i napadła mnie nieodparta chęć spojrzenia na bazgroły mojego przyjaciela.
Nie, nie mogę mu tego zrobić, w końcu to mój przyjaciel, jedyny. Nie licząc Pansy, która jest raczej wiernym pieskiem niż przyjaciółką, z którą można normalnie porozmawiać.
Ale z drugiej strony, Blaise nic nie mówił o tym bym tam nie zaglądał. Wiem, pewnie mi ufa i uważa, że wcale nie trzeba mnie informować o zakazie czytania jego „listu” do tej Szlamy.
A jeśli Granger rzeczywiście użyła na nim Eliksiru Miłosnego? On na pewno tego nie czuje i nie myśli racjonalnie, ale ja myślę trzeźwo.
Dlatego właśnie oparłem się o ścianę i otworzyłem kartkę papieru i zacząłem czytać niezbyt staranne pismo Zabiniego. Oto co napisał:

„Droga Hermiono!
Świetnie się z tobą wczoraj bawiłem i mam nadzieję, że ty ze mną też. Już dawno z żadną dziewczyną nie spędziłem tak miło czasu. Chciałbym powtórzyć coś takiego. Może nie całą imprezę, ale nasze spotkanie. Moglibyśmy się spotkać dzisiaj o 18.00 w Pokoju Życzeń? Będę tam czekał i mam nadzieję, że się pojawisz.
PS. Przepraszam, że przekazuję ci to przez Dracona, ale nie wiem czy będę cię dzisiaj widział. Gdyby ci dokuczał, po prostu rzuć w niego jakimś krótkotrwałym, niezbyt szkodliwym zaklęciem. Będzie miał nauczkę. „

No ładnie, ładnie. Mój własny przyjaciel radzi Szlamie, by ta potraktowała mnie jakimś zaklęciem. Będę musiał sobie z nim na ten temat porozmawiać.
Obok mnie zaczęło przechodzić coraz więcej uczniów, zmierzających do Wielkiej Sali na śniadanie. Wmieszałem się w tłum i ruszyłem za nimi.

***

Wszedłem do Wielkiej Sali i moim oczom ukazały się ogromne tłumy uczniów. No ale przecież to pora śniadania, więc nie ma się co dziwić.
Spojrzałem w stronę stołu Gryfonów i od razu Ją zobaczyłem. Ona też mnie zauważyła. Mógłbym do niej podejść i podać tą kartkę, ale postanowiłem, że z tym zaczekam, aż ona będzie wychodzić z Sali. Gdybym podszedł do niej teraz, ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że ten liścik jest ode mnie. A tak z pewnością nikt nie może pomyśleć.
Dlatego właśnie, usiadłem do stołu Ślizgonów i zacząłem posiłek. Szybko go skończyłem i rozpocząłem rozmowę z Robertem, jednym z uczniów Domu Węża. Przez tę rozmowę, o mało nie przegapiłem momentu kiedy Granger wychodziła z Wielkiej Sali. Na szczęście szła sama. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby szła w tym swoim trio.
Poderwałem się z miejsca i przeprosiłem Ślizgona, tłumacząc się nagłą sprawą. On tylko spojrzał na mnie jak na idiotę, jednak ja nie zwróciłem na to większej uwagi.
Wybiegłem z Wielkiej Sali i już myślałem, że ta Szlama poszła do swojego dormitorium, ale zauważyłem jak skręca za róg.
Pobiegłem za nią, a ona słysząc moje kroki odwróciła się. Widząc mnie, stanęła jak wryta, ale za chwilę odzyskała panowanie nad sobą i powiedziała:
- Nie wiem czego znowu chcesz, ale daruj sobie – odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, ale szybko ją dogoniłem i złapałem za łokieć. Powoli odwróciła się w moją stronę.
- Nie mam czasu na twoje gierki, Malfoy! Mów czego chcesz, albo daj mi spokój, bo nie mam całego dnia! – wypaliła z furią w oczach. Nie wiem czemu tak bardzo działam jej na nerwy, ale mniejsza o to.
- Muszę ci tylko coś przekazać… - zacząłem, ale nie dane było mi skończyć, bo panna Mądralińska jak zwykle się wcięła.
- Ciekawe co? Pewnie to kolejny twój podstęp! – wyrzuciła z siebie.
- Możesz mi łaskawie nie przerywać?
- Mogę, jeśli ty nie będziesz się mną bawić. Słyszałam co wczoraj powiedziałeś, po naszym spotkaniu. Myślałeś, że już poszłam, ale ja nadal tam stałam. „Głupia Szlama!”. A ty co? Idiotyczny arystokrata, od którego wszyscy się odwracają. – stała przede mną i patrzyła jak moja twarz przybiera doskonale jej znany, obojętny wyraz.
- Wiesz co, Granger? Mam cię już serdecznie dosyć! Miałem ci tylko przekazać to – wcisnąłem jej w rękę świstek papieru, a ona popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem – Miałem też być dla ciebie miły, ale nie potrafię. Trudno, najwyżej Blaise będzie na mnie zły.
- Blaise? A co on ma z tym wspólnego? – spytała.
- Jak to co? To od niego ten list.
- A ja myślałam … - urwała. Na jej twarzy pojawił się rumieniec.
- Co myślałaś? Że to ode mnie? – za to na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Od ciebie? W życiu bym tak nie pomyślała, bo ty nigdy byś czegoś takiego nie zrobił! – wybuchła i ruszyła energicznym krokiem w stronę wieży Gryfindoru.
Ja tylko stałem i patrzyłem jak odchodzi.
Coś poczułem, coś dziwnego. Już od bardzo dawna nic nie czułem, a teraz coraz częściej mi się to zdarza i to akurat w towarzystwie Granger.
Nie mogę o niej myśleć! To Szlama! A poza tym podoba się Zabiniemu, a nie mógłbym odbić mu potencjalnej dziewczyny.

***

Wpadłem do pokoju wściekły. Blaise popatrzył na mnie jak na idiotę. I słusznie, bo właśnie się nim staję. Jak mogę myśleć tyle o Hermionie? To jest okropne, niezgodne z wszelkimi zasadami…
- Co powiedziała? – spytał mnie przyjaciel.
- Nic. – odpowiedziałem cicho.
- Pokłóciliście się?
- Nie! – szybko zaprzeczyłem.
- Czyli się pokłóciliście. O co tym razem?
- Myślała, że znowu coś przeciw niej kombinuję i zaczęła te swoje gadki o arystokratach i takie tam. Sam wiesz.
- Oj Draco, Draco. Mam nadzieję, że nie nazwałeś jej Szlamą?
- Nie.
Usłyszeliśmy dzwonek komórki, który przerwał nam rozmowę. Mama dzwoniła.
- Przepraszam na chwilę. – rzuciłem w stronę przyjaciela.
- Mam wyjść?
- Jeślibyś mógł. – powiedziałem proszącym tonem. Zabini wyszedł z dormitorium.
Odebrałem telefon.
- Draco, czemu nie odpisywałeś?! – wykrzyknęła matka w słuchawkę.
- Spokojnie mamo. Jak dostałem tego SMSa, akurat miałem dużo pracy, a potem była impreza. Miałem napisać właśnie zaraz. Dopiero wróciłem ze śniadania.
- No już dobrze. Cieszę się, że nic ci nie jest. Kontaktował się z tobą ojciec?
- Nie. – odpowiedziałem jej.
- To dobrze. Możemy się spotkać?
- Oczywiście. Może w Zakazanym Lesie o 18.00?
- Dzisiaj? Dobrze. Punkt 18.00 masz być na miejscu. Musimy omówić kilka ważnych spraw. Do zobaczenia, synku. – powiedziała, po czym się rozłączyła.

środa, 19 stycznia 2011

Rozdział V "SMS"

Obudziły mnie promienie słońca, wpadające przez duże okno, które jest charakterystyczne dla szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
W mojej głowie pojawiły się obrazy z poprzedniego dnia. Impreza, piękna Pansy i jeszcze piękniejsza Hermiona Granger. Nie mam ochoty się do tego przyznawać, ale ona naprawdę jest ładna, mimo że jest Szlamą. Jednak po chwili, do mojego umysłu wdarły się kolejne obrazy. Zabini z Granger, jej przemówienie… i moment, w którym Blaise wyszedł z tą Szlamą zostawiając mnie samego sobie. Czułem się wtedy strasznie. Byłem porzucony przez następną osobę, na której mi zależało.
Być może wyolbrzymiam, ale czuję, że wszystko tracę. Najpierw przyjaciół, tak licznych, przed uśmierceniem Voldemorta, kolejnie ojca, który jest w Azkabanie, kończąc na Zabinim, który przechodzi na stronę Szlam. Nawet dla mnie, nieczułego Malfoya, jest tego wszystkiego za wiele.
- Przepraszam – wyszeptał cicho Blaise. Dopiero teraz zauważyłem, że też jest w pokoju.
- Za co? – spytałem.
- Za to, że wczoraj zostawiłem cię samego, kiedy mnie potrzebowałeś.
- Nikogo nie potrzebowałem! – powiedziałem to trochę za głośno i po chwili już tego żałowałem.
- Skoro tak twierdzisz. – Blaise zamilkł, wyraźnie obrażony.
- Nie o to mi chodziło.
- Wiem o co ci chodziło. Jak zwykle boisz się okazać swoje uczucia, nie chcesz żeby ktoś uznał cię za słabego człowieka. Chociaż okazywanie uczuć wcale nie jest słabością, tak jak to wmówił ci twój ojciec. Mój też chciał mną tak zmanipulować, ale mu się nie dałem i teraz przynajmniej mam uczucia.
- Ja też mam uczucia! – odparowałem. Blaise tylko parsknął śmiechem i powiedział:
- Uczucia? Wybacz, ale nie wiem o czym mówisz. Jeszcze wczoraj chciałeś zniszczyć Hermionę, bo widziała jak płaczesz!
- Nie płakałem, spłynęła mi tylko jedna łza po policzku. A poza tym, czemu nazywasz ją Hermioną? To Szlama!
- Ale ma imię! I podoba mi się. – odparował mój przyjaciel. Wcześniej leżałem oparty o miękkie poduszki na moim łóżku z założonymi rękami pod głową, ale na te słowa usiadłem prosto, nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem.
- Słucham? – powiedziałem cicho.
- Dobrze słyszałeś. Podoba mi się. Jest inteligentna, ładna, zgrabna. A to, że nie jest czystej krwi, nie ma dla mnie znaczenia. – odparł ze złością Blaise. Oczywiście, że Granger miała te cechy, ale żeby od razu mu się spodobała?
- Ale ty mówisz tak na poważnie?
- Bardzo poważnie.
- Kurczę, Blaise, to ja cię przepraszam.
Teraz to Zabini siedział zamurowany na swoim łóżku i patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
- Ty mnie przepraszasz? Za co?
- Za to, że nazwałem twoją dziewczynę Szlamą. – uśmiechnąłem się drwiąco.
- To nie jest moja dziewczyna.
- Na razie. Ale wkrótce może się nią stać.
- Draco, mogę cię o coś prosić?
- Mam nadzieję, że nie chcesz bym ci pomógł ją zdobyć. – udałem, że jestem przestraszony. A Blaise’a wyraźnie to rozbawiło i za chwilę stwierdził:
- Nawet jeślibyś chciał i tak byś mi w tym nie pomógł. Nie potrafisz. – zignorował moje prychnięcie i kontynuował – Chciałbym tylko, byś dał jej spokój. No wiesz. Ten twój plan zniszczenia jej. Nie chcę by chodziła smutna, a zwłaszcza przez ciebie. Bo co jak co, ale świetnie doprowadzasz ludzi do szału.
- Ahh, dziękuję. Ale dobrze, zgadzam się. Znajdę sobie inny cel. – tu przebiegle się uśmiechnąłem, a Zabini tylko powiedział:
- Dziękuję.
Uśmiechnął się i wszedł do łazienki, a ja zostałem sam na sam z myślami, w których była tylko jedna osoba, Hermiona Granger.
Jak ta Szlama mogła tak zawładnąć umysłem Zabiniego? Co ona mu zrobiła, że nagle zaczął ją szanować? To nienaturalne! A może… może użyła Eliksiru Miłosnego. Jest dobra w eliksirach, więc czemu nie?
Dość! Obiecałem mu. Póki nie będzie żadnych większych dowodów na poparcie moich podejrzeń, powstrzymam się od działania. Ale rozejrzeć się mogę…
Rozmyślania przerwał mi dźwięk komórki. Przyszedł SMS.
Mugole na ogół są idiotami, ale to urządzenie wyjątkowo im się udało. Można szybko się z kimś porozumieć. Ciekawe. Zazwyczaj wystarczy nam, Czarodziejom, teleportacja, ale są takie sytuacje, kiedy nie możemy z niej skorzystać. A telefony komórkowe są wprost idealne. I do tego mają wbudowane aparaty idealne do robienia zdjęć, gdzie tylko mamy na to ochotę.
SMS był od matki. Ona też sobie taki sprawiła, by być ze mną w kontakcie. Właściwie tylko dlatego mamy te urządzenia. Nie znam wielu Czarodziei, którzy by z tego korzystali. Ale wracając do SMSa, to jego treść brzmiała tak:

Skontaktował się ze mną twój ojciec. Nie wiem czego chce, ale wygląda na to, że znalazł sposób na wydostanie się z Azkabanu. Nie wiem jakim cudem mógłby to zrobić, ale nie zapominajmy, że ma znajomości. Napisał, że z tobą wkrótce też się skontaktuje. Dlatego proszę cię o ostrożność. Moglibyśmy się spotkać? Podaj datę i miejsce. Kocham Cię

No tak, niezbyt typowy SMS, ale mama pisała je jak listy, więc przestałem już zwracać uwagę na ich długość.
Niezbyt zachwyciła mnie myśl, że ojciec mógłby wrócić do mojego życia. Co prawda, w czasie wakacji, matka snuła się po domu jakby była skazana. Ale z czasem zaczęło jej przechodzić, tak że przed rozpoczęciem roku szkolnego, była już umiarkowanie wesoła i można było z nią normalnie porozmawiać. Teraz, kiedy przed oczami ujrzałem wizję ojca w domu, pobladłem na twarzy.
W tym samym momencie z łazienki wyszedł mój  przyjaciel, który widząc moją minę, zaśmiał się krótko i powiedział:
- Draco, nie przejmuj się tak. To, że ty uważasz ją za Szlamę, nie znaczy, że każdy musi ją tak oceniać, a poza tym, jest ona bardzo miłą, uczynną…
- Nie chodzi o to – uciąłem. Nie chciałem dalej słuchać o tym jak Zabini wychwala największą Szlamę Hogwartu. Blaise widząc moją minę, spytał:
- To o co?
- Mój ojciec się odezwał.
- Co?! Przecież ON jest w Azkabanie! – krzyknął.
- Po pierwsze, ciszej. Po drugie, pamiętaj, że Lucjusz ma kontakty i nie zdziwię się, jeśli jakimś cudem ucieknie stamtąd.
- A skąd to w ogóle wiesz?
- Matka wysłała mi SMSa. Czytaj – powiedziałem, po czym podałem mu telefon. On chwilę czytał, po czym podniósł wzrok na mnie.
- I co zamierzasz z tym zrobić? Jeśli on wróci, to nie będziesz miał życia.
- Na razie nic nie zrobię. Niech się odezwie, potem coś wykombinuję.
- No tak. – odparł Blaise i więcej się nie odezwał, więc wstałem i poszedłem w stronę łazienki, by odbyć poranną toaletę. Wchodząc do pomieszczenia, widziałem jeszcze jak Blaise pochyla się nad kartką papieru i zaczyna coś bazgrolić.
Po wyjściu z łazienki moim oczom ukazał się Zabini wstający z krzesła. W ręku trzymał owy kawałek papieru.
- Mam do ciebie prośbę. –Blaise powiedział te słowa powoli i ostrożnie, jakby się bał, że mu coś zrobię. Kompletnie nie wiem, skąd u niego taki strach przede mną. Uśmiechnąłem się lekko.
- Jaką? – spytałem.
Blaise zamilkł na chwilę, myślał. W końcu wyciągnął rękę, w której trzymał papier i powiedział:
- Mógłbyś zanieść to Hermionie?

sobota, 15 stycznia 2011

Rozdział IV „Przemówienie”

Co ona tu robi?! I co ona sobie w ogóle myśli? „Wróciłam, paniczu Malfoy”, co to ma być?
Spojrzałem w stronę Zabiniego, który świetnie bawił się z Hermioną, tańczyli razem, potem coś sobie nawzajem szeptali na ucho. A wszyscy Ślizgoni patrzyli na nich z lekkim niesmakiem, ale nikt nie odważył się odezwać, kiedy zobaczyli, że Blaise nie ma nic przeciwko jej towarzystwu. Wrócili do swoich zajęć i tylko ja jeszcze zwracałem na nich uwagę.
Poczułem się źle widząc ich razem. Nawet nie mam pojęcia dlaczego. Co mnie to obchodzi, że Granger tańczy z moim najlepszym przyjacielem? Przecież uczucie, które noszę w sobie teraz na pewno nie jest zazdrością o tą Szlamę! Z pewnością czuję obrzydzenie widząc jak Zabini dotyka kobiety nieczystej krwi. Co on wyprawia? Trzeba mu przemówić do rozumu.
Ruszyłem w jego stronę z zamiarem pomocy mu w racjonalnym myśleniu. Podszedłem do niego i powiedziałem w stronę Granger:
- Przepraszam, ale na chwilę pożyczę twojego towarzysza – i posłałem jej drwiące spojrzenie.
Odciągnąłem przyjaciela na bok i spytałem:
- Co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Znajduję sobie partnerkę i dobrze się bawię. Sam mi to poradziłeś – odparł Blaise.
- Tak, ale… nie myślałem o Granger. Chciałem byś znalazł sobie kogoś z czystą krwią.
- Czy mi się zdaje, czy ty jesteś zazdrosny?
- Zazdrosny?! – wybuchnąłem śmiechem. Ja, zazdrosny o Szlamę. Dobre sobie.
- Widzę jak na nas patrzysz. Jesteś zły. – Nie pytał. On tylko stwierdzał fakty.
- Jestem zły, ale nie, dlatego że coś do niej czuję, tylko dlatego że sam chciałem ją zniszczyć. A ty, taki biedaczyna, możesz się w niej zakochać i nie pozwolisz mi tego zrobić. A to będzie bardzo nie po mojej myśli. – ostatnie słowa wycedziłem przez zęby.
- Jak uważasz. Dla mnie to tylko partnerka do zabawy, a to, że nie jest czystej krwi mi nie przeszkadza. Nie jestem takim zadufanym w sobie arystokratą jak ty! – odparował wkurzony Zabini i odszedł w stronę Hermiony.
Stałem tam jak osłupiały, nie wiedząc co powiedzieć. Nie chciałem już o tym myśleć. Spojrzałem tylko w stronę Blaise’a i Granger. On coś do niej mówił, a ona się śmiała. Najzwyczajniej w świecie się śmiała, jakby była na imprezie dla Gryfonów. Czuła się tu bezpiecznie i to mnie zdziwiło.
Podszedłem w stronę Pansy i przyciągnąłem do siebie, przerywając jej rozmowę z jakąś Ślizgonką. Pocałowałem najbardziej namiętnie jak tylko potrafiłem. Nasze usta złączyły się i w takim stanie pozostaliśmy jeszcze jakieś kilka minut póki pewna niepożądana tutaj osoba wypowiedziała słowa, które przeszyły mnie jak sztylet:
- Zapewne już mnie zauważyliście i zastanawiacie się co tu robię i kto mnie zaprosił. Zaprosił mnie Draco Malfoy. – powiedziała Granger, a po tłumie przeszedł szmer zdziwienia. Ona jednak nie dała za wygraną i kontynuowała swoją wypowiedź. – Otóż mogę opowiedzieć wam jak do tego doszło. Panicz Malfoy przed wyjazdem do Hogwartu uronił kilka łez na peronie, żegnając się ze swoją matką! Tak, właśnie tak. Nasz kochany Draco ma uczucia! Ale to nie wszystko. On tak bardzo się ich wstydzi, że zagroził mi, że jeśli komuś o tym powiem, to mnie zniszczy. Głupie, nieprawdaż? Czy to coś złego, że człowiek ma uczucia? Najwyraźniej tak. Następnie zadufany w sobie arystokrata postanowił mnie zaprosić na tą imprezę i przed wami ośmieszyć. – tutaj skierowała swój wzrok na mnie i powiedziała – jednak to ja ośmieszam ciebie. – kolejne skierowała swoje słowa w stronę ludzi i zakończyła swój monolog – Wiem, że pewnie staniecie po jego stronie, ale to tak dla waszej informacji, żebyście nie szeptali za moimi plecami, kto też mógł mnie zaprosić tutaj.
Po zakończeniu swojej mowy spojrzała na mnie wyzywająco i odwróciła się w stronę Zabiniego, a on podał jej rękę i wyszli razem na korytarz.
Kiedy zamknęły się drzwi, wszyscy skierowali swój wzrok na mnie, oczekując wyjaśnień.
- Tak, to ja ją zaprosiłem, ale tylko dla zemsty. W końcu to szlama! Chyba nie jesteście oburzeni? – wykrzyknąłem do imprezowiczów.
Zewsząd słychać było ciche „Ależ skąd”, „Szlamie się należało”. Jednak ja widziałem w ich oczach … rozczarowanie? Nie to nie mogło być to.
- Nikt nie ma ci tego za złe, mój ukochany – odezwała się Parkinson i podeszła do mnie, całując w usta.
- W takim razie wracajcie do zabawy – powiedziałem i sam zastosowałem się do własnej rady.
Przyciągnąłem do siebie Pansy i wyszliśmy za drzwi, by tam móc zająć się w spokoju sobą.
Wyszliśmy przed dormitorium i tam zaczęliśmy się całować. Zatraciliśmy się w swoich ustach i chciałem by ta chwila trwała wiecznie. Żadnych zobowiązań, tylko przyjemność. Pansy wiedziała, że nic z tego nie będzie. Chyba wiedziała. Kilka razy proponowała mi stały związek, jednak ja zawsze wykręcałem się tą samą wymówką „że nie chcę się z nikim wiązać”. I dalej tak myślę, a ona po kilku próbach zrezygnowała i teraz przychodzi do mnie tylko dla przyjemności.
A Granger to osobna sprawa. Nie pozwolę jej tak odejść po tym co zrobiła. Myśli, że ujdzie jej to na sucho, ale nic z tego. Już ja tego dopilnuję. Zabini chwilowo się z nią zabawia, lecz wkrótce pewnie mu się znudzi i odrzuci ją jak starą zabawkę, a wtedy ja wkroczę na arenę i zniszczę ją do końca.
Poza tym, co ten Blaise sobie myślał? Że tak po prostu zabierze mi moją zabawkę, bez żadnych konsekwencji? To mój przyjaciel, ale to nie znaczy, że może ze mnie tak drwić.
Nagle Pansy przerwała pocałunek i powiedziała:
- Ona ci się podoba?
- Kto? – udałem, że nie wiem o kogo jej chodzi.
- Jak to kto? Ta Szlama.
- Granger? Jak sama powiedziałaś, to Szlama. Nie mogłaby mi się więc podobać. – odparłem i już chciałem ją znów pocałować, jednak ona odsunęła się ode mnie i znowu się odezwała. Zaczynało mnie to irytować.
- Ale ja słyszałam o czym ty rozmawiałeś z Zabinim. On cię spytał czy jesteś o nią zazdrosny. Jesteś?
- Skoro tak dobrze podsłuchiwałaś, to powinnaś znać odpowiedź. – wycedziłem przez zęby.
- Ja nie podsłuchiwałam. Mówiliście dość głośno.
- To trzeba było zatkać sobie uszy albo zająć się czymś innym – odparowałem.
- Proszę cię, nie gniewaj się. – wypowiedziała te słowa błagalnym tonem. Widziałem jak łzy wzbierają się w jej oczach, ale nic nie poradzę na to, że jestem potworem w ludzkim ciele. Odepchnąłem ją i powiedziałem:
- Idź na imprezę.
- A ty?
- Dojdę za chwilę.
- To ja poczekam na ciebie.
- Chcę. Zostać. Sam. – wycedziłem, a ona widząc złość w moich oczach szybko odwróciła się na pięcie i weszła do dormitorium, w którym odbywała się impreza.
Zostałem sam na sam ze swoimi myślami.
Ciekaw jestem czy kiedykolwiek będę miał kogoś takiego jak Hermiona Granger, tylko czystej krwi oczywiście. Chodzi mi o to, bym miał dziewczynę, która pokocha mnie takiego jakim jestem. Ostatnimi czasy coraz bardziej brakuje mi takiej osoby, która bezwarunkowo poszłaby za mną nawet na koniec świata.
Nie! Koniec takich rozmyślań. Muszę się położyć bo inaczej zwariuję.
Wparowałem do pomieszczenia pełnego imprezowiczów i oznajmiłem:
- Na dziś to koniec imprezy. Przykro mi bardzo, ale wynikły pewne okoliczności. Tak więc, przepraszam i zapraszam następnym razem. – Ślizgoni po tych słowach zaczęli się powoli zbierać.
Ja patrzyłem na nich z politowaniem. Robili to tak powolnie i ślamazarnie. Wtem, podeszła do mnie Pansy.
- Czemu to robisz? – chciała dotknąć mojej twarzy, ale odtrąciłem jej rękę.
- Bo nie mam ochoty na więcej zabawy. Czas już na ciebie.
- Nie chcesz bym została?
- Nie. – odpowiedziałem stanowczo i szorstko. Nie trzeba było jej mówić nic więcej. Odeszła i nawet się nie odwróciła.
No proszę, Pansy Parkinson ma godność. Parsknąłem śmiechem, na co jeden z ostatnich Ślizgonów, którzy wychodzili, popatrzył na mnie dziwnie, ale po chwili zniknął za drzwiami.
Kiedy cały pokój był już pusty, machnąłem różdżką, wypowiadając cicho zaklęcie. Wszystkie meble wróciły na swoje miejsce, w tym moje łóżko, którego obecnie pragnąłem najbardziej.
Poszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem z powrotem do pokoju moim oczom ukazał się Blaise i Hermiona przy kominku. Siedzieli i rozmawiali sobie w najlepsze.
- Co to ma być? Czemu impreza już zakończona? – wykrzyknął do mnie Zabini, kiedy tylko mnie zauważył.
- Nie mam ochoty na więcej zabawy.
- No tak, biedny Malfoy. Pewnie jest ci przykro z powodu dzisiejszego zajścia. – wtrąciła Granger. W tym momencie poczułem jak puszczają mi nerwy. Dłoń sama zwinęła się w pięść i już szedłem w stronę tej Szlamy, kiedy przede mną nagle wyrósł Blaise.
- Draco, chyba za dużo wypiłeś – powiedział mój przyjaciel.
- Ja myślę, że to raczej jego nienawiść i furia za nim przemawiają. Panicz Malfoy już nie jest taki fajny jak kiedyś. Jaka szkoda! – wypaliła Hermiona. Tego było za wiele. Odepchnąłem Zabiniego i ruszyłem wprost w stronę Szlamy. Ona tylko stała i wpatrywała się we mnie przerażonymi oczyma.
Ręka Blaise’a mnie powstrzymała i nagle oprzytomniałem.
- Co się z tobą dzieje, Malfoy? – krzyknął do mnie przyjaciel.
- Chodź Hermiono. Niech zostanie sam i ochłonie. – powiedział Zabini do Granger, po czym razem wyszli z dormitorium.
Zostałem sam. Znowu. Sięgnąłem po szklankę whisky i trochę wypiłem, jednak po chwili rzuciłem naczyniem o ścianę i odłamki szkła rozprysły po całym pokoju.
Po moim policzku spłynęła jedna, jedyna łza.

czwartek, 13 stycznia 2011

Rozdział III „Wróciłam, paniczu Malfoy””

Chodziłem tak po Hogwarcie już dobre pół godziny, gdy nagle usłyszałem ciche szlochanie. Zajrzałem za róg i zobaczyłem odwróconą do mnie plecami dziewczynę, która siedziała skulona na ławce.
Na początku nie rozpoznałem kim ona jest, bo jej ciemne, długie włosy, zakrywały prawie połowę jej sylwetki, która była na dodatek zgarbiona. Twarzy w ogóle nie było widać, jednak po chwili obróciła twarzy w stronę okna i spojrzała na roztaczające się za nim widoki. W momencie, gdy zobaczyłem jej twarz z profilu, od razu ją rozpoznałem. Toż to nasza kochana Hermiona Granger! Zauważyłem w tym swoją kolejną szansę na zniszczenie jej. Powoli i cicho do niej podszedłem. Początkowo nie wiedziałem co zrobić, ale po chwili pomogła mi intuicja.
Kiedy byłem już wystarczająco blisko, dotknąłem dłonią jej ramienia. Ona odskoczyła jak oparzona, wyraźnie zaskoczona i ... przerażona. Po chwili mnie zauważyła i wtedy na twarz przybrała swoją markową minę: zaciśnięte usta i oczy pełne gniewu. Przed chwilą może i była jeszcze drobną dziewczyną, która potrzebowała wsparcia, jednak w tej chwili widać było, że mogłaby sama zniszczyć cały świat.
- Czego ode mnie chcesz, Malfoy? – wycedziła do mnie.
- Co się stało? – odpowiedziałem cicho. Chciałem by wyglądało to tak, jakbym się nią przejmował.
- Nic! A jeśli nawet, to nie jest to twoją sprawą. Więc przepraszam, pana, paniczu Malfoy, ale obowiązki wzywają – po czym lekko i z ironią się ukłoniła, ruszając w stronę swojego dormitorium. Nie mogłem pozwolić na to by tak szybko odeszła. Miałem jeszcze misję do wypełnienia. Chwyciłem ją za rękę, lekko, nie gwałtownie. Ona zatrzymała się i lekko skręciła głowę w moją stronę i powiedziała cicho:
- Nie wiem w co grasz, Malfoy, ale wiedz, że ja się w to nie bawię – i wyszarpnęła rękę z mojego uścisku, po czym pospiesznie udała się do swojego dormitorium. Kiedy zniknęła za rogiem powiedziałem na głos:
- Głupia szlama! – a następnie roześmiałem się na całe gardło i ruszyłem w stronę mojego dormitorium. W pewnym momencie, zobaczyłem, że za rogiem ktoś gwałtownie cofnął głowę, jakby nie chciał by go zauważono. Poszedłem w tamtą stronę najciszej jak potrafiłem i gdy spojrzałem w drugi korytarz moim oczom ukazała się… pustka. Nikogo tam nie było. Najwidoczniej mi się przywidziało.
***
Wchodząc do dormitorium , nie spodziewałem się, że wszystko będzie już gotowe. Jednak, gdy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się pokój, ale całkiem inaczej urządzony. Wszystkie meble były odsunięte pod ścianę, tak by na środku można się było swobodnie bawić. Jedyne co stało pośrodku pokoju, to stolik, na którym był niesamowity wybór trunków. W głośnikach grała już dość głośna muzyka. Czuję, że to będzie idealna impreza, wprost wymarzona na rozpoczęcie nowego roku szkolnego w tym nędznym Hogwarcie. Będzie to też wyśmienite uczczenie początku mojej gry z Granger.
- Draco! Jesteś nareszcie. Gdzieś ty się podziewał? Musiałem to wszystko sam przygotować – tu Zabini udał obrażoną minę – I jak ci się podoba?
- Jest świetnie. – uśmiechnąłem się do niego z podziękowaniem, że sam to wszystko zrobił.
- Nie myśl, ze następnym razem ci się uda i nie kiwniesz nawet przy tym palcem. Następna impreza jest kwestią twojej organizacji. – powiedział z udawaną groźbą.
- Naprawdę cię przepraszam, ale jakoś tak się zagapiłem.
- A tak w ogóle to gdzie ty byłeś? – spytał mnie przyjaciel.
- Ze szlamą. – uśmiechnąłem się przebiegle, ale nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, bo do pokoju ktoś zapukał. Była to Pansy oczywiście. Nie przepadam za nią, ale cóż… urody nie można jej odmówić. A dzisiaj wyglądała wyjątkowo pięknie i seksownie. Jej jasne, proste włosy opadały na nagie ramiona kaskadami. Właśnie, nagie ramiona. Była ubrana w czerwony, obcisły top bez ramion. Dolna część jej ciała była ubrana jedynie w bardzo krótką, czarną mini, a nogi przyozdobione miała czarnymi szpilkami. Jednym słowem wyglądała baaardzo seksownie.
Już na wstępie zarzuciła mi ręce na szyję i pocałowała w usta. Lubiłem jej pocałunki. Były gwałtowne i namiętne. Założę się, że jeśli pocałowałbym Granger, to ona byłaby w tym naprawdę kiepska. Ale o czym ja myślę? Przecież to szlama! Jej nie całuje ktoś taki jak ja, Draco Malfoy.
Po tych kilku myślach, całkowicie oddałem się przyjemności i jeszcze mocniej napierałem swoimi ustami na usta Pansy. Ona wczepiła swoje dłonie w moje włosy, a ja jeszcze mocniej objąłem ją prawą ręką, a lewa powędrowała niżej i wtedy Pansy wydała cichy jęk, a następnie jeszcze mocniej i gwałtowniej mnie pocałowała.
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Nie wiem ile czasu się całowaliśmy, ale trwało to dla mnie całe wieki. Moja „partnerka” patrzyła na mnie zadowolonym ale i wyzywającym wzrokiem, pragnąc więcej. Jednak w tej chwili nie mogłem dać jej tego czego pragnęła. A szkoda, bo mogłaby być niezła zabawa.
Pierwszy odezwał się Blaise:
- Skoro już tak pięknie się przywitaliście, to może usiądziecie spokojnie i poczekacie na resztę gości. A jeśli dalej chcecie się obściskiwać, to macie do wyboru albo łazienkę albo korytarz. Wasz wybór – po tych słowach Zabini usiadł na jednym z foteli i rozkoszował się muzyką ze szklanką whisky w ręce.
- Nie to żebym miał coś przeciwko, ale co tu tak szybko robisz, Pansy? – spytałem dziewczynę i dodałem do tego zalotny uśmiech.
- Jak to co? Musiałam wcześniej z tobą pobyć trochę sam na sam – odpowiedziała. Podszedłem do niej i objąłem ją w pasie, po czym wymruczałem do ucha:
- Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie jesteśmy sami. Mój kochany przyjaciel jeszcze tu jest.
Pocałowałem ją delikatnie w szyję, i składałem takie delikatne pocałunki aż do jej ust. Następnie wpiłem się w nie z niewyobrażalnym pożądaniem. Jak zwykle jednak Zabini musiał nam przerwać:
- Mówiłem chyba coś. Łazienka lub korytarz.
- Korytarz – wyszeptałem do ucha dziewczyny, po czym pociągnąłem ją za sobą do drzwi.
Wyszliśmy pospiesznie z pomieszczenia, a na korytarzu stanęliśmy koło ściany. Naparłem na Pansy całym ciałem tak, że ledwo się mogła ruszać. Jedyne co mogła robić to całować mnie i oddawać się tej krótkiej przyjemności. Byliśmy już tak złączeni ustami jakieś dobre 5 minut, kiedy za naszymi plecami dało się słychać ciche chrząknięcie. Był to jeden ze Ślizgonów zaproszonych na imprezę wraz z partnerką.
- Nie uważasz, ze nieładnie jest się tak zabawiać tutaj, kiedy goście już schodzą się na twoją imprezę? – spytał.
- Przykro mi kochanie. Dokończymy później. – zignorowałem gościa i cmoknąłem Pansy w policzek i już byliśmy w drodze do dormitorium, w którym właśnie zaczynała się dobra zabawa jak zawsze.
***
Nie myliłem się. W pomieszczeniu było już wiele ludzi. Z tego co zauważyłem, to prawie wszyscy, którzy byli zaproszeni. Zaproszona była jeszcze Granger, ale na nią oczywiście nie liczę. Jednak mimo jej nieobecności na imprezie, wkrótce i tak ją ośmieszę.
W dormitorium grała głośna muzyka, Ślizgoni pili trunki stojące na stoliku pośrodku pokoju i zabawiali się ze swoimi partnerkami lub dziewczynami, które były same na tej imprezie. Jednym słowem wszyscy świetnie się bawili. Nawet ja, chociaż czegoś mi brakowało. Sam nie wiem czego.
Nagle od tyłu zaszła mnie panna Parkinson i zasłoniła oczy. Wiedziałem, że to ona, bo tylko jej przytrafiają się takie pomysły. Żadna inna nie odważyłaby się podejść do Dracona Malfoya bez jego zaproszenia. Tylko Pansy była na tyle odważna by to zrobić. I wcale mi to nie przeszkadza. Czasem jest namolna, ale i tak coś w niej jest. Z pewnością nigdy z nią nie będę, ale do hmm… naszych zabaw jest wręcz idealna i niezastąpiona.
Zdjąłem gwałtownie jej ręce z moich oczu, po czym obróciłem dziewczynę do siebie i zacząłem całować. Ona oddała się temu całkowicie.
I znowu chrząknięcie. Cholera, kto to znowu?
Odwróciłem twarz w stronę osoby, która tak niegrzecznie nam przerwała i ujrzałem Zabiniego. No tak, tego można się było spodziewać.
- Czego chcesz? Jest impreza, wszyscy się obściskują. Wiem, że ci jest przykro, ale cóż… musisz sobie znaleźć jakąś dziewczynę i też się zabawić. – powiedziałem lekko zirytowanym głosem, w stronę przyjaciela.
- Wiesz co, już nie pamiętam po co tu przyszedłem. Aaa! Już wiem. Ale i tak ci nie powiem, zaraz sam zobaczysz. – Blaise chyba trochę się na mnie wkurzył, ale co tam. Wróciłem do przerwanej przez niego czynności i zapomniałem o otaczającym mnie świecie. Zanurzyłem się w ustach Pansy i własnych myślach.
***
Nie wiem po jakim czasie, bo zupełnie straciłem jego poczucie, ale nagle usłyszałem szepty i okrzyki zdziwienia wśród zaproszonych Ślizgonów. Postanowiłem to zignorować, bo pewnie jak zawsze znaleźli jakąś głupotę i się jej dziwią, jak ostatni idioci. Na powrót wpiłem się w usta swojej partnerki, jednak nie było mi dane cieszyć się tym długo, bo nagle usłyszałem za sobą czyjś głos. Bardzo dobrze mi znany:
- Witaj, Draco. Świetna impreza. A! I dziękuję za zaproszenie, ale nie musisz się mną zajmować. Widzę, że twój przyjaciel dobrze się mną zaopiekuje.
Gwałtownie odepchnąłem Pansy i spojrzałem w stronę osoby, która wypowiedziała owe słowa. Przede mną stał nie kto inny jak Hermiona Granger. W ślicznej czarnej, obcisłej sukience wyglądała o wiele bardziej seksownie niż Pansy. Teraz tą ją miałem ochotę pocałować, jednak wiedziałem, że i tak nic z tego nie wyjdzie.
Granger nachyliła się nad moim uchem i wyszeptała:
- Wróciłam, paniczu Malfoy. Nie waż się więcej tak ze mną pogrywać.

sobota, 8 stycznia 2011

Rozdział II "Rozejm"

Obudziłem się dziś dosyć wcześnie, a wszystko pewnie, dlatego że wczoraj szybko się położyłem. Jednak mimo tego dalej nie wiem, co dokładnie powinienem zrobić z Granger. Wiem, że coś zrobić muszę. Nie pozwolę jej na to by mnie upokarzała przed głupimi Gryfonami.
Kiedy wczoraj wychodziłem z Wielkiej Sali, spojrzałem na nią i zauważyłem, że mnie obserwowała. W momencie, gdy zauważyła, że ją przyłapałem na gapieniu się na mnie, spuściła wzrok. A może… może upokorzę ją nie jako ucznia Hogwartu a jako kobietę, którą właściwie się staje. Co dobrze po niej widać, nie jest już taka chuda i płaska jak kiedyś. Dodatkowo jej włosy, które kiedyś wyglądały jak siano, teraz ładnie opadają na jej wąskie ramiona. Nienawidzę tej szlamy, ale trzeba przyznać, że zmienia się na lepsze.
Wracając do mojego planu. Muszę ją upokorzyć jako dorastającą kobietę. Wykorzystam jej uczucia przeciwko niej samej. Wiadomo, że jestem przystojny i to bardzo. Być może ktoś uznaje mnie za wpatrzonego w siebie dupka, ale nikt nie zaprzeczy, gdy powiem, że grzeszę urodą. Dodać do tego jeszcze wrodzony urok, a wszystko pójdzie po mojej myśli…
- Draco! – Zabini rzucił we mnie poduszką. Siedziałem na swoim łóżku już jakieś 5 minut, rozmyślając nad planem upokorzenia Hermiony.
- Czego chcesz?! – krzyknąłem w odpowiedzi.
- Czy ty słuchasz co się do ciebie mówi? Od kilku minut nic do ciebie nie trafia. Zamyśliłeś się czy jak? Pewnie o jakiejś dziewczynie, ale teraz nie czas na to! – odpowiedział mój przyjaciel.
- Jak to nie? Yyy.. to znaczy, nie to, żebym myślał o dziewczynie, ale gdybym miał myśleć, to czemu niby nie ma na to czasu? – plątałem się w wypowiedzi, ale chyba zrozumiał.
- Aleś ty zapominalski. Mieliśmy omówić imprezę na początek roku szkolnego dla Ślizgonów. – no tak racja, dlatego tak wcześnie widzę Zabiniego obudzonego.
- Racja. Sorry, ale zapomniałem. – odparłem.
- No tak, tylko dziewczyna tak mogła namącić ci w głowie. – rzekł Blaise, przy czym szatańsko się uśmiechnął. Ja natomiast spiorunowałem go wzrokiem i odparłem:
- Myślałem o dziewczynie… - nie zdążyłem dokończyć, bo przyjaciel mi przerwał:
- Wiedziałem! – wykrzyknął.
- Mógłbyś być tak miły i nie przeszkadzać mi kiedy próbuję ci wytłumaczyć coś ważnego? – spytałem.
- Dobrze, już się zamykam. Ważnego… wiedziałem! Lód topnieje – Blaise cieszył się jak idiota, ale postanowiłem tego nie komentować. Czując, że pomału puszczają mi nerwy, powiedziałem do niego:
- Jak już zacząłem, myślałem o dziewczynie. O Hermionie Granger. – Twarz Blaise’a pobladła, już otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknąłem, kontynuując – Nie, nie zakochałem się w niej. Nawet mi się nie podoba. To szlama! Więc bez głupich podtekstów proszę. Po prostu muszę ją jakoś upokorzyć. Za co? O to mnie nie pytaj, bo to dla mnie drażliwy temat, ale wiedz, że ona mnie popamięta i już nigdy ze mną nie zadrze! – ostatnie słowa wykrzyczałem. Blaise siedział zdumiony przez jakąś minutę, gdy nagle się odezwał:
- Chyba naprawdę zalazła ci za skórę.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Lecz wkrótce pożałuje, że zadarła z Draconem Malfoy’em. – po tych słowach wstałem i udałem się w stronę łazienki, zostawiając Zabiniego samego.
Wziąłem prysznic, ubrałem się w białą koszulę i czarne spodnie, w końcu taki był strój obowiązkowy uczniów Hogwartu. Wyszedłem z łazienki i usiadłem na rozłożystej sofie przed kominkiem. Blaise siedział na fotelu obok i czekał aż coś powiem.
- To co z tą imprezą? – spytałem. Zabini odetchnął.
- No nie wiem, ale to chyba nic trudnego. Mamy przecież wprawę. Organizacja nie zajmie długo. Oczywiste jest, że odbędzie się w naszym pokoju i zostają zaproszeni tylko najlepsi Ślizgoni ewentualnie z osobami towarzyszącymi. – powiedział Blaise.
- To jest to! – wykrzyknąłem.
- Ale co? – spytał mnie zdziwiony przyjaciel.
- Osoby towarzyszące. Zaproszę tę szlamę. – odparłem, zadowolony z siebie.
- I myślisz, że przyjmie zaproszenie? Wybacz Draco, ale ty ją upokarzałeś przez sześć lat. Odkąd ona tu jest zawsze słyszała od ciebie jedno słowo: „szlama”, skierowane do niej. Nie zdziw się jeśli da ci w twarz. – przy czym wybuchnął śmiechem.
- Blaise, nie przeginaj. Ale spróbować mogę. W końcu od czegoś trzeba zacząć. Teraz się nie zgodzi, to kiedy indziej. – po mojej twarzy przebiegł szatański uśmiech. Zabini popatrzył na mnie z rezygnacją, ale nie skomentował tego. Powiedział tylko:
- Niezbyt wierzę w powodzenie twojego planu, ale życzę ci powodzenia.
- Dzięki. – odparłem i wyszedłem z naszego pokoju na zajęcia. Pierwsze były Eliksiry.
W tym roku nauczał ich profesor Slughorn, a Snape przejął Obronę Przed Czarną Magią. Musiał być z tego powodu bardzo uradowany. Dalej jednak nie mogłem znieść myśli, że był szpiegiem Dumbledore’a. Teraz go podziwiam, bo ja bym się na to nie odważył. Być przy boku Czarnego Pana, bojąc się, że ten może się dowiedzieć o zdradzie z mojej strony. A jednak on to zrobił. Na pozór tchórzliwy, a jednak…
Eliksiry mamy z Gryfonami niestety. Albo i stety… To będzie świetny powód do tego by rozpocząć mój plan. Granger nie opuści za nic żadnych zajęć, więc na Eliksirach też będzie.
Przed lekcjami zajrzałem jeszcze na Wielką Salę jak wszyscy w szkole i zjadłem śniadanie. Potem poszedłem na eliksiry.
Na Wielkiej Sali nie zauważyłem Granger, więc pomyślałem, że sobie olała pierwszy dzień w szkole, ale nie. Ona tak nie potrafi. Widocznie szybciej zjadła, by się jeszcze „przygotować” przed zajęciami, czyli przeczytać po raz setny to samo. Niewiarygodne, jaki ona miała zapał do nauki. Jest tak inteligentna. Gdyby tylko nie była szlamą… Nie! Nie mogę tak myśleć o NIEJ. Jest tylko pionkiem w grze. Muszę ją wykorzystać, upokorzyć na oczach wszystkich.
Teraz Hermiona Granger siedziała na ławce przed lochami i wertowała swoją książkę od przedmiotu Slughorna. Pochylona, myślała nad słowami zapisanymi w książce. Jej oczy wyrażały skupienie.
Podszedłem do niej po cichu i głośno powiedziałem:
- Witaj Hermiono! – poderwała się na nogi, a książka wypadła jej z rąk, wprost na podłogę.
- Czego chcesz Malfoy? I co, już nie jestem szlamą? Może masz gorączkę? Jeśli tak to wracaj do łóżka. Opuścisz zajęcia, co ci się pewnie spodoba. Nie ukrywam, że byłabym wtedy o wiele szczęśliwsza niż jestem teraz – powiedziała do mnie Granger głosem pełnym jadu. Musiałem jakoś ją uspokoić. Zacząłem, więc:
- Proszę cię przestań. Przepraszam za te sześć lat, w których cię upokarzałem. Ale teraz nie jestem już taki i nie chcę być. – powiedziałem to cicho, a ona spojrzała na mnie uważnie i nad czymś się zastanawiała, a ja kontynuowałem swoją wypowiedź:
- Może nigdy nie będziemy przyjaciółmi, ale może chociaż nie będziemy się doprowadzać do szału nawzajem? To jak, rozejm? – przy czym wyciągnąłem do niej rękę. Ona spojrzała na nią z rozmysłem. Widziałem w jej oczach nieufność.
- Pewnie za tym kryje się jakiś podstęp. – powiedziała.
- Obiecuję ci, że nic nie kombinuję. – powiedziałem, a wypowiadając te słowa, patrzyłem jej prosto w oczy, by poczuła, że mówię prawdę.
- No dobra. Ale zobaczysz, jeśli wykręcisz jakiś numer to mnie popamiętasz – zagroziła mi, po czym wyciągnęła swoją dłoń i uścisnęła lekko moją. Skóra na jej dłoni była jasna i gładka. Krucha. Czułem, że mógłbym ją zniszczyć gdybym tylko chciał, wystarczył mocniejszy uścisk i…
Hermiona wyszarpnęła delikatnie swoją rękę z mojego uścisku, po czym popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem i już miała siadać, ale postanowiłem ją zatrzymać. Chwyciłem ją za łokieć, a ona popatrzyła na mnie, próbując wyczytać w moich oczach, co mną kieruje.
- Skoro już nie jesteśmy wrogami, to może dałabyś się zaprosić na imprezę? – spytałem z nadzieją w głosie.
- Na jaką imprezę? Bal na rozpoczęcie roku? – spytała.
- Na to też, ale jeszcze wcześniej jest impreza Ślizgonów. A dokładnie dzisiaj, więc pomyślałem sobie, że… - nie zdążyłem dokończyć, bo Granger wymierzyła mi siarczysty policzek i nawet nie zdążyłem zauważyć, kiedy odwróciła się na pięcie i poszła usiąść na drugiej ławce, oddalonej jak najbardziej ode mnie. W połowie drogi odwróciła się i krzyknęła:
- Wiedziałam, że to podstęp! Myślisz, że jestem głupia? Wczoraj jeszcze mi groziłeś, a dzisiaj chcesz iść ze szlamą na bal? Chyba oszalałeś, jeśli myślisz, że ci uwierzę. – zmierzyła mnie gniewnym wzrokiem, po czym usiadła na ławce i z zawziętą miną kontynuowała czytanie podręcznika.
Pomyślałem jednak, że jeszcze nie wszystko stracone. Jeśli będę udawał, że jej odmowa mnie zabolała, może się nabierze. Oczywiste jest, że dzisiaj ze mną nie pójdzie, ale będzie jeszcze wiele innych okazji do upokorzenia jej.
Zgodnie z planem, usiadłem na ławce, na której wcześniej siedziała Hermiona i co chwila patrzyłem na nią tęsknym wzrokiem. Oczywiście dopóki nie przyszli inni uczniowie i drzwi lochów nie zostały otworzone. Granger zerwała się z ławki w tym samym momencie co ja i ruszyliśmy do drzwi. Chciałem ją przepuścić, jednak ona warknęła:
- Idioci przodem! – i pokazała mi zbyt gwałtownym gestem ręki, żebym wchodził przodem. Udałem załamanego i wszedłem do pomieszczenia.
Wszyscy siedzieli już na swoich miejscach. Nasze kochane trio oczywiście razem, a ja siedziałem jak zwykle z Blaise’em, który szeptem spytał:
- I jak twój plan?
- Cicho! Później. – również wyszeptałem po czym dałem mu znak by się zamknął.
Kilka razy złapałem Granger na gapieniu się na mnie, a raczej to ona złapała mnie. Patrzyłem na nią tęsknym wzrokiem, któremu nie oparłaby się żadna dziewczyna. Ale nie Granger… Ta szlama myśli tylko o książkach i o swoim ukochanym Ronaldzie.
Kiedy zerkała na mnie, widziałem w jej oczach zdziwienie. Zastanawiała się pewnie co się ze mną stało. I dobrze, niech myśli dalej. Wkrótce będzie jego, a on ją upokorzy tak jak ona jego. Może nie zrobiła nic wyjątkowo złego, ale dla niego był to wystarczający powód by się na niej zemścić.
Reszta lekcji minęła szybko. Później myślałem już tylko o imprezie. Z Granger się więcej nie zetknąłem na lekcjach. Pewnie dlatego że z trzech się urwałem, ale mimo wszystko…
***
W dormitorium spotkałem Blaise’a siedzącego na fotelu, rozmyślającego o czymś. Kiedy mnie zobaczył, zerwał się na nogi i spytał:
- I co? Jak tam z Granger? Uda się?
- Uda się, ale nie dzisiaj. – odpowiedziałem. On jednak naciskał dalej.
- To co się stało? Nie zgodziła się?
- Na początku było ok, ale kiedy zaproponowałem jej imprezę … - tu urwałem, a Zabini mnie ponaglił.
- No co się stało?
- Wymierzyła mi policzek – mój przyjaciel wybuchnął tak głośnym śmiechem, że pewnie połowa szkoły go słyszała. Kiedy napotkał mój wzrok uspokoił się na chwilę i powiedział:
- Okropna szlama! Jeszcze się z nią policzysz. – po czym znów wybuchnął tym samym śmiechem.
Nie miałem ochoty tego słuchać, więc wstałem i wyszedłem na korytarz. Spacerowałem powoli, rozmyślając nad sytuacją z Granger. Muszę coś zrobić, by ja przechytrzyć.
Chodziłem tak po Hogwarcie już dobre pół godziny, gdy nagle usłyszałem ciche szlochanie. Zajrzałem za róg i zobaczyłem odwróconą do mnie plecami dziewczynę, która siedziała skulona na ławce.

--------

To jest już drugi rozdział mojego opowiadania Dramione. Nie wiem czy się Wam podoba, bo jak na razie nie ma żadnego komentarza. Pisanie z perspektywy Dracona jest interesujące, choć czasem chciałabym pokazać co w danej chwili myśli Hermiona. Jednak nie mogę przeskakiwać z perspektywy jednego bohatera na drugiego, bo skoro już zaczęłam pisać jako Draco, to niech tak zostanie :)
Nowy rozdział prawdopodobnie w środę.