Kiedy wczoraj wychodziłem z Wielkiej Sali, spojrzałem na nią i zauważyłem, że mnie obserwowała. W momencie, gdy zauważyła, że ją przyłapałem na gapieniu się na mnie, spuściła wzrok. A może… może upokorzę ją nie jako ucznia Hogwartu a jako kobietę, którą właściwie się staje. Co dobrze po niej widać, nie jest już taka chuda i płaska jak kiedyś. Dodatkowo jej włosy, które kiedyś wyglądały jak siano, teraz ładnie opadają na jej wąskie ramiona. Nienawidzę tej szlamy, ale trzeba przyznać, że zmienia się na lepsze.
Wracając do mojego planu. Muszę ją upokorzyć jako dorastającą kobietę. Wykorzystam jej uczucia przeciwko niej samej. Wiadomo, że jestem przystojny i to bardzo. Być może ktoś uznaje mnie za wpatrzonego w siebie dupka, ale nikt nie zaprzeczy, gdy powiem, że grzeszę urodą. Dodać do tego jeszcze wrodzony urok, a wszystko pójdzie po mojej myśli…
- Draco! – Zabini rzucił we mnie poduszką. Siedziałem na swoim łóżku już jakieś 5 minut, rozmyślając nad planem upokorzenia Hermiony.
- Czego chcesz?! – krzyknąłem w odpowiedzi.
- Czy ty słuchasz co się do ciebie mówi? Od kilku minut nic do ciebie nie trafia. Zamyśliłeś się czy jak? Pewnie o jakiejś dziewczynie, ale teraz nie czas na to! – odpowiedział mój przyjaciel.
- Jak to nie? Yyy.. to znaczy, nie to, żebym myślał o dziewczynie, ale gdybym miał myśleć, to czemu niby nie ma na to czasu? – plątałem się w wypowiedzi, ale chyba zrozumiał.
- Aleś ty zapominalski. Mieliśmy omówić imprezę na początek roku szkolnego dla Ślizgonów. – no tak racja, dlatego tak wcześnie widzę Zabiniego obudzonego.
- Racja. Sorry, ale zapomniałem. – odparłem.
- No tak, tylko dziewczyna tak mogła namącić ci w głowie. – rzekł Blaise, przy czym szatańsko się uśmiechnął. Ja natomiast spiorunowałem go wzrokiem i odparłem:
- Myślałem o dziewczynie… - nie zdążyłem dokończyć, bo przyjaciel mi przerwał:
- Wiedziałem! – wykrzyknął.
- Mógłbyś być tak miły i nie przeszkadzać mi kiedy próbuję ci wytłumaczyć coś ważnego? – spytałem.
- Dobrze, już się zamykam. Ważnego… wiedziałem! Lód topnieje – Blaise cieszył się jak idiota, ale postanowiłem tego nie komentować. Czując, że pomału puszczają mi nerwy, powiedziałem do niego:
- Jak już zacząłem, myślałem o dziewczynie. O Hermionie Granger. – Twarz Blaise’a pobladła, już otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale szybko je zamknąłem, kontynuując – Nie, nie zakochałem się w niej. Nawet mi się nie podoba. To szlama! Więc bez głupich podtekstów proszę. Po prostu muszę ją jakoś upokorzyć. Za co? O to mnie nie pytaj, bo to dla mnie drażliwy temat, ale wiedz, że ona mnie popamięta i już nigdy ze mną nie zadrze! – ostatnie słowa wykrzyczałem. Blaise siedział zdumiony przez jakąś minutę, gdy nagle się odezwał:
- Chyba naprawdę zalazła ci za skórę.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Lecz wkrótce pożałuje, że zadarła z Draconem Malfoy’em. – po tych słowach wstałem i udałem się w stronę łazienki, zostawiając Zabiniego samego.
Wziąłem prysznic, ubrałem się w białą koszulę i czarne spodnie, w końcu taki był strój obowiązkowy uczniów Hogwartu. Wyszedłem z łazienki i usiadłem na rozłożystej sofie przed kominkiem. Blaise siedział na fotelu obok i czekał aż coś powiem.
- To co z tą imprezą? – spytałem. Zabini odetchnął.
- No nie wiem, ale to chyba nic trudnego. Mamy przecież wprawę. Organizacja nie zajmie długo. Oczywiste jest, że odbędzie się w naszym pokoju i zostają zaproszeni tylko najlepsi Ślizgoni ewentualnie z osobami towarzyszącymi. – powiedział Blaise.
- To jest to! – wykrzyknąłem.
- Ale co? – spytał mnie zdziwiony przyjaciel.
- Osoby towarzyszące. Zaproszę tę szlamę. – odparłem, zadowolony z siebie.
- I myślisz, że przyjmie zaproszenie? Wybacz Draco, ale ty ją upokarzałeś przez sześć lat. Odkąd ona tu jest zawsze słyszała od ciebie jedno słowo: „szlama”, skierowane do niej. Nie zdziw się jeśli da ci w twarz. – przy czym wybuchnął śmiechem.
- Blaise, nie przeginaj. Ale spróbować mogę. W końcu od czegoś trzeba zacząć. Teraz się nie zgodzi, to kiedy indziej. – po mojej twarzy przebiegł szatański uśmiech. Zabini popatrzył na mnie z rezygnacją, ale nie skomentował tego. Powiedział tylko:
- Niezbyt wierzę w powodzenie twojego planu, ale życzę ci powodzenia.
- Dzięki. – odparłem i wyszedłem z naszego pokoju na zajęcia. Pierwsze były Eliksiry.
W tym roku nauczał ich profesor Slughorn, a Snape przejął Obronę Przed Czarną Magią. Musiał być z tego powodu bardzo uradowany. Dalej jednak nie mogłem znieść myśli, że był szpiegiem Dumbledore’a. Teraz go podziwiam, bo ja bym się na to nie odważył. Być przy boku Czarnego Pana, bojąc się, że ten może się dowiedzieć o zdradzie z mojej strony. A jednak on to zrobił. Na pozór tchórzliwy, a jednak…
Eliksiry mamy z Gryfonami niestety. Albo i stety… To będzie świetny powód do tego by rozpocząć mój plan. Granger nie opuści za nic żadnych zajęć, więc na Eliksirach też będzie.
Przed lekcjami zajrzałem jeszcze na Wielką Salę jak wszyscy w szkole i zjadłem śniadanie. Potem poszedłem na eliksiry.
Na Wielkiej Sali nie zauważyłem Granger, więc pomyślałem, że sobie olała pierwszy dzień w szkole, ale nie. Ona tak nie potrafi. Widocznie szybciej zjadła, by się jeszcze „przygotować” przed zajęciami, czyli przeczytać po raz setny to samo. Niewiarygodne, jaki ona miała zapał do nauki. Jest tak inteligentna. Gdyby tylko nie była szlamą… Nie! Nie mogę tak myśleć o NIEJ. Jest tylko pionkiem w grze. Muszę ją wykorzystać, upokorzyć na oczach wszystkich.
Teraz Hermiona Granger siedziała na ławce przed lochami i wertowała swoją książkę od przedmiotu Slughorna. Pochylona, myślała nad słowami zapisanymi w książce. Jej oczy wyrażały skupienie.
Podszedłem do niej po cichu i głośno powiedziałem:
- Witaj Hermiono! – poderwała się na nogi, a książka wypadła jej z rąk, wprost na podłogę.
- Czego chcesz Malfoy? I co, już nie jestem szlamą? Może masz gorączkę? Jeśli tak to wracaj do łóżka. Opuścisz zajęcia, co ci się pewnie spodoba. Nie ukrywam, że byłabym wtedy o wiele szczęśliwsza niż jestem teraz – powiedziała do mnie Granger głosem pełnym jadu. Musiałem jakoś ją uspokoić. Zacząłem, więc:
- Proszę cię przestań. Przepraszam za te sześć lat, w których cię upokarzałem. Ale teraz nie jestem już taki i nie chcę być. – powiedziałem to cicho, a ona spojrzała na mnie uważnie i nad czymś się zastanawiała, a ja kontynuowałem swoją wypowiedź:
- Może nigdy nie będziemy przyjaciółmi, ale może chociaż nie będziemy się doprowadzać do szału nawzajem? To jak, rozejm? – przy czym wyciągnąłem do niej rękę. Ona spojrzała na nią z rozmysłem. Widziałem w jej oczach nieufność.
- Pewnie za tym kryje się jakiś podstęp. – powiedziała.
- Obiecuję ci, że nic nie kombinuję. – powiedziałem, a wypowiadając te słowa, patrzyłem jej prosto w oczy, by poczuła, że mówię prawdę.
- No dobra. Ale zobaczysz, jeśli wykręcisz jakiś numer to mnie popamiętasz – zagroziła mi, po czym wyciągnęła swoją dłoń i uścisnęła lekko moją. Skóra na jej dłoni była jasna i gładka. Krucha. Czułem, że mógłbym ją zniszczyć gdybym tylko chciał, wystarczył mocniejszy uścisk i…
Hermiona wyszarpnęła delikatnie swoją rękę z mojego uścisku, po czym popatrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem i już miała siadać, ale postanowiłem ją zatrzymać. Chwyciłem ją za łokieć, a ona popatrzyła na mnie, próbując wyczytać w moich oczach, co mną kieruje.
- Skoro już nie jesteśmy wrogami, to może dałabyś się zaprosić na imprezę? – spytałem z nadzieją w głosie.
- Na jaką imprezę? Bal na rozpoczęcie roku? – spytała.
- Na to też, ale jeszcze wcześniej jest impreza Ślizgonów. A dokładnie dzisiaj, więc pomyślałem sobie, że… - nie zdążyłem dokończyć, bo Granger wymierzyła mi siarczysty policzek i nawet nie zdążyłem zauważyć, kiedy odwróciła się na pięcie i poszła usiąść na drugiej ławce, oddalonej jak najbardziej ode mnie. W połowie drogi odwróciła się i krzyknęła:
- Wiedziałam, że to podstęp! Myślisz, że jestem głupia? Wczoraj jeszcze mi groziłeś, a dzisiaj chcesz iść ze szlamą na bal? Chyba oszalałeś, jeśli myślisz, że ci uwierzę. – zmierzyła mnie gniewnym wzrokiem, po czym usiadła na ławce i z zawziętą miną kontynuowała czytanie podręcznika.
Pomyślałem jednak, że jeszcze nie wszystko stracone. Jeśli będę udawał, że jej odmowa mnie zabolała, może się nabierze. Oczywiste jest, że dzisiaj ze mną nie pójdzie, ale będzie jeszcze wiele innych okazji do upokorzenia jej.
Zgodnie z planem, usiadłem na ławce, na której wcześniej siedziała Hermiona i co chwila patrzyłem na nią tęsknym wzrokiem. Oczywiście dopóki nie przyszli inni uczniowie i drzwi lochów nie zostały otworzone. Granger zerwała się z ławki w tym samym momencie co ja i ruszyliśmy do drzwi. Chciałem ją przepuścić, jednak ona warknęła:
- Idioci przodem! – i pokazała mi zbyt gwałtownym gestem ręki, żebym wchodził przodem. Udałem załamanego i wszedłem do pomieszczenia.
Wszyscy siedzieli już na swoich miejscach. Nasze kochane trio oczywiście razem, a ja siedziałem jak zwykle z Blaise’em, który szeptem spytał:
- I jak twój plan?
- Cicho! Później. – również wyszeptałem po czym dałem mu znak by się zamknął.
Kilka razy złapałem Granger na gapieniu się na mnie, a raczej to ona złapała mnie. Patrzyłem na nią tęsknym wzrokiem, któremu nie oparłaby się żadna dziewczyna. Ale nie Granger… Ta szlama myśli tylko o książkach i o swoim ukochanym Ronaldzie.
Kiedy zerkała na mnie, widziałem w jej oczach zdziwienie. Zastanawiała się pewnie co się ze mną stało. I dobrze, niech myśli dalej. Wkrótce będzie jego, a on ją upokorzy tak jak ona jego. Może nie zrobiła nic wyjątkowo złego, ale dla niego był to wystarczający powód by się na niej zemścić.
Reszta lekcji minęła szybko. Później myślałem już tylko o imprezie. Z Granger się więcej nie zetknąłem na lekcjach. Pewnie dlatego że z trzech się urwałem, ale mimo wszystko…
***
W dormitorium spotkałem Blaise’a siedzącego na fotelu, rozmyślającego o czymś. Kiedy mnie zobaczył, zerwał się na nogi i spytał:- I co? Jak tam z Granger? Uda się?
- Uda się, ale nie dzisiaj. – odpowiedziałem. On jednak naciskał dalej.
- To co się stało? Nie zgodziła się?
- Na początku było ok, ale kiedy zaproponowałem jej imprezę … - tu urwałem, a Zabini mnie ponaglił.
- No co się stało?
- Wymierzyła mi policzek – mój przyjaciel wybuchnął tak głośnym śmiechem, że pewnie połowa szkoły go słyszała. Kiedy napotkał mój wzrok uspokoił się na chwilę i powiedział:
- Okropna szlama! Jeszcze się z nią policzysz. – po czym znów wybuchnął tym samym śmiechem.
Nie miałem ochoty tego słuchać, więc wstałem i wyszedłem na korytarz. Spacerowałem powoli, rozmyślając nad sytuacją z Granger. Muszę coś zrobić, by ja przechytrzyć.
Chodziłem tak po Hogwarcie już dobre pół godziny, gdy nagle usłyszałem ciche szlochanie. Zajrzałem za róg i zobaczyłem odwróconą do mnie plecami dziewczynę, która siedziała skulona na ławce.
--------
To jest już drugi rozdział mojego opowiadania Dramione. Nie wiem czy się Wam podoba, bo jak na razie nie ma żadnego komentarza. Pisanie z perspektywy Dracona jest interesujące, choć czasem chciałabym pokazać co w danej chwili myśli Hermiona. Jednak nie mogę przeskakiwać z perspektywy jednego bohatera na drugiego, bo skoro już zaczęłam pisać jako Draco, to niech tak zostanie :)
Nowy rozdział prawdopodobnie w środę.
Nadchodzi czas, by wyjaśnić wiele spraw związanych z Tomem Riddlem. Czy Harry, Ron, Hermiona i Draco podejmą się wyznaczonych zadań? To i wiele więcej w nowym rozdziale na http://draco-hermiona-forever.blog.onet.pl/. Zapraszam.
OdpowiedzUsuńPS. Jak znajdę czas, to przeczytam Twojego bloga.
hej :)
OdpowiedzUsuńprzeczytałam oba rozdziały i bardzo mi się podobają chodź pojawiły się dość dawno i nic się tu więcej jak na razie nie pojawiło
mam nadzieje że wkrótce jednak coś dodasz
perspektywa pisania z punktu widzenie Draca jest bardzo ciekawa :)
taka samo jak treść opowiadania.
jestem strasznie ciekawa kim była dziewczyna i czy uda mu się zemścić na Granger
czekam na nowy i byłaby ci wdzięczna jeśli byś mnie o niem powiadomiła na mojego bloga
draco-and-hermiona-opko.blog.onet.pl
z góry ci dziękuję i pozdrawiam
PS. Sorki mam błąd w necie ciągle mi się zacina i nie zauważyłam dalszych części zabieram się za czytanie
OdpowiedzUsuńcudowne! Gratuluję talentu, pisz dalej!
OdpowiedzUsuń