czwartek, 13 stycznia 2011

Rozdział III „Wróciłam, paniczu Malfoy””

Chodziłem tak po Hogwarcie już dobre pół godziny, gdy nagle usłyszałem ciche szlochanie. Zajrzałem za róg i zobaczyłem odwróconą do mnie plecami dziewczynę, która siedziała skulona na ławce.
Na początku nie rozpoznałem kim ona jest, bo jej ciemne, długie włosy, zakrywały prawie połowę jej sylwetki, która była na dodatek zgarbiona. Twarzy w ogóle nie było widać, jednak po chwili obróciła twarzy w stronę okna i spojrzała na roztaczające się za nim widoki. W momencie, gdy zobaczyłem jej twarz z profilu, od razu ją rozpoznałem. Toż to nasza kochana Hermiona Granger! Zauważyłem w tym swoją kolejną szansę na zniszczenie jej. Powoli i cicho do niej podszedłem. Początkowo nie wiedziałem co zrobić, ale po chwili pomogła mi intuicja.
Kiedy byłem już wystarczająco blisko, dotknąłem dłonią jej ramienia. Ona odskoczyła jak oparzona, wyraźnie zaskoczona i ... przerażona. Po chwili mnie zauważyła i wtedy na twarz przybrała swoją markową minę: zaciśnięte usta i oczy pełne gniewu. Przed chwilą może i była jeszcze drobną dziewczyną, która potrzebowała wsparcia, jednak w tej chwili widać było, że mogłaby sama zniszczyć cały świat.
- Czego ode mnie chcesz, Malfoy? – wycedziła do mnie.
- Co się stało? – odpowiedziałem cicho. Chciałem by wyglądało to tak, jakbym się nią przejmował.
- Nic! A jeśli nawet, to nie jest to twoją sprawą. Więc przepraszam, pana, paniczu Malfoy, ale obowiązki wzywają – po czym lekko i z ironią się ukłoniła, ruszając w stronę swojego dormitorium. Nie mogłem pozwolić na to by tak szybko odeszła. Miałem jeszcze misję do wypełnienia. Chwyciłem ją za rękę, lekko, nie gwałtownie. Ona zatrzymała się i lekko skręciła głowę w moją stronę i powiedziała cicho:
- Nie wiem w co grasz, Malfoy, ale wiedz, że ja się w to nie bawię – i wyszarpnęła rękę z mojego uścisku, po czym pospiesznie udała się do swojego dormitorium. Kiedy zniknęła za rogiem powiedziałem na głos:
- Głupia szlama! – a następnie roześmiałem się na całe gardło i ruszyłem w stronę mojego dormitorium. W pewnym momencie, zobaczyłem, że za rogiem ktoś gwałtownie cofnął głowę, jakby nie chciał by go zauważono. Poszedłem w tamtą stronę najciszej jak potrafiłem i gdy spojrzałem w drugi korytarz moim oczom ukazała się… pustka. Nikogo tam nie było. Najwidoczniej mi się przywidziało.
***
Wchodząc do dormitorium , nie spodziewałem się, że wszystko będzie już gotowe. Jednak, gdy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się pokój, ale całkiem inaczej urządzony. Wszystkie meble były odsunięte pod ścianę, tak by na środku można się było swobodnie bawić. Jedyne co stało pośrodku pokoju, to stolik, na którym był niesamowity wybór trunków. W głośnikach grała już dość głośna muzyka. Czuję, że to będzie idealna impreza, wprost wymarzona na rozpoczęcie nowego roku szkolnego w tym nędznym Hogwarcie. Będzie to też wyśmienite uczczenie początku mojej gry z Granger.
- Draco! Jesteś nareszcie. Gdzieś ty się podziewał? Musiałem to wszystko sam przygotować – tu Zabini udał obrażoną minę – I jak ci się podoba?
- Jest świetnie. – uśmiechnąłem się do niego z podziękowaniem, że sam to wszystko zrobił.
- Nie myśl, ze następnym razem ci się uda i nie kiwniesz nawet przy tym palcem. Następna impreza jest kwestią twojej organizacji. – powiedział z udawaną groźbą.
- Naprawdę cię przepraszam, ale jakoś tak się zagapiłem.
- A tak w ogóle to gdzie ty byłeś? – spytał mnie przyjaciel.
- Ze szlamą. – uśmiechnąłem się przebiegle, ale nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, bo do pokoju ktoś zapukał. Była to Pansy oczywiście. Nie przepadam za nią, ale cóż… urody nie można jej odmówić. A dzisiaj wyglądała wyjątkowo pięknie i seksownie. Jej jasne, proste włosy opadały na nagie ramiona kaskadami. Właśnie, nagie ramiona. Była ubrana w czerwony, obcisły top bez ramion. Dolna część jej ciała była ubrana jedynie w bardzo krótką, czarną mini, a nogi przyozdobione miała czarnymi szpilkami. Jednym słowem wyglądała baaardzo seksownie.
Już na wstępie zarzuciła mi ręce na szyję i pocałowała w usta. Lubiłem jej pocałunki. Były gwałtowne i namiętne. Założę się, że jeśli pocałowałbym Granger, to ona byłaby w tym naprawdę kiepska. Ale o czym ja myślę? Przecież to szlama! Jej nie całuje ktoś taki jak ja, Draco Malfoy.
Po tych kilku myślach, całkowicie oddałem się przyjemności i jeszcze mocniej napierałem swoimi ustami na usta Pansy. Ona wczepiła swoje dłonie w moje włosy, a ja jeszcze mocniej objąłem ją prawą ręką, a lewa powędrowała niżej i wtedy Pansy wydała cichy jęk, a następnie jeszcze mocniej i gwałtowniej mnie pocałowała.
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Nie wiem ile czasu się całowaliśmy, ale trwało to dla mnie całe wieki. Moja „partnerka” patrzyła na mnie zadowolonym ale i wyzywającym wzrokiem, pragnąc więcej. Jednak w tej chwili nie mogłem dać jej tego czego pragnęła. A szkoda, bo mogłaby być niezła zabawa.
Pierwszy odezwał się Blaise:
- Skoro już tak pięknie się przywitaliście, to może usiądziecie spokojnie i poczekacie na resztę gości. A jeśli dalej chcecie się obściskiwać, to macie do wyboru albo łazienkę albo korytarz. Wasz wybór – po tych słowach Zabini usiadł na jednym z foteli i rozkoszował się muzyką ze szklanką whisky w ręce.
- Nie to żebym miał coś przeciwko, ale co tu tak szybko robisz, Pansy? – spytałem dziewczynę i dodałem do tego zalotny uśmiech.
- Jak to co? Musiałam wcześniej z tobą pobyć trochę sam na sam – odpowiedziała. Podszedłem do niej i objąłem ją w pasie, po czym wymruczałem do ucha:
- Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie jesteśmy sami. Mój kochany przyjaciel jeszcze tu jest.
Pocałowałem ją delikatnie w szyję, i składałem takie delikatne pocałunki aż do jej ust. Następnie wpiłem się w nie z niewyobrażalnym pożądaniem. Jak zwykle jednak Zabini musiał nam przerwać:
- Mówiłem chyba coś. Łazienka lub korytarz.
- Korytarz – wyszeptałem do ucha dziewczyny, po czym pociągnąłem ją za sobą do drzwi.
Wyszliśmy pospiesznie z pomieszczenia, a na korytarzu stanęliśmy koło ściany. Naparłem na Pansy całym ciałem tak, że ledwo się mogła ruszać. Jedyne co mogła robić to całować mnie i oddawać się tej krótkiej przyjemności. Byliśmy już tak złączeni ustami jakieś dobre 5 minut, kiedy za naszymi plecami dało się słychać ciche chrząknięcie. Był to jeden ze Ślizgonów zaproszonych na imprezę wraz z partnerką.
- Nie uważasz, ze nieładnie jest się tak zabawiać tutaj, kiedy goście już schodzą się na twoją imprezę? – spytał.
- Przykro mi kochanie. Dokończymy później. – zignorowałem gościa i cmoknąłem Pansy w policzek i już byliśmy w drodze do dormitorium, w którym właśnie zaczynała się dobra zabawa jak zawsze.
***
Nie myliłem się. W pomieszczeniu było już wiele ludzi. Z tego co zauważyłem, to prawie wszyscy, którzy byli zaproszeni. Zaproszona była jeszcze Granger, ale na nią oczywiście nie liczę. Jednak mimo jej nieobecności na imprezie, wkrótce i tak ją ośmieszę.
W dormitorium grała głośna muzyka, Ślizgoni pili trunki stojące na stoliku pośrodku pokoju i zabawiali się ze swoimi partnerkami lub dziewczynami, które były same na tej imprezie. Jednym słowem wszyscy świetnie się bawili. Nawet ja, chociaż czegoś mi brakowało. Sam nie wiem czego.
Nagle od tyłu zaszła mnie panna Parkinson i zasłoniła oczy. Wiedziałem, że to ona, bo tylko jej przytrafiają się takie pomysły. Żadna inna nie odważyłaby się podejść do Dracona Malfoya bez jego zaproszenia. Tylko Pansy była na tyle odważna by to zrobić. I wcale mi to nie przeszkadza. Czasem jest namolna, ale i tak coś w niej jest. Z pewnością nigdy z nią nie będę, ale do hmm… naszych zabaw jest wręcz idealna i niezastąpiona.
Zdjąłem gwałtownie jej ręce z moich oczu, po czym obróciłem dziewczynę do siebie i zacząłem całować. Ona oddała się temu całkowicie.
I znowu chrząknięcie. Cholera, kto to znowu?
Odwróciłem twarz w stronę osoby, która tak niegrzecznie nam przerwała i ujrzałem Zabiniego. No tak, tego można się było spodziewać.
- Czego chcesz? Jest impreza, wszyscy się obściskują. Wiem, że ci jest przykro, ale cóż… musisz sobie znaleźć jakąś dziewczynę i też się zabawić. – powiedziałem lekko zirytowanym głosem, w stronę przyjaciela.
- Wiesz co, już nie pamiętam po co tu przyszedłem. Aaa! Już wiem. Ale i tak ci nie powiem, zaraz sam zobaczysz. – Blaise chyba trochę się na mnie wkurzył, ale co tam. Wróciłem do przerwanej przez niego czynności i zapomniałem o otaczającym mnie świecie. Zanurzyłem się w ustach Pansy i własnych myślach.
***
Nie wiem po jakim czasie, bo zupełnie straciłem jego poczucie, ale nagle usłyszałem szepty i okrzyki zdziwienia wśród zaproszonych Ślizgonów. Postanowiłem to zignorować, bo pewnie jak zawsze znaleźli jakąś głupotę i się jej dziwią, jak ostatni idioci. Na powrót wpiłem się w usta swojej partnerki, jednak nie było mi dane cieszyć się tym długo, bo nagle usłyszałem za sobą czyjś głos. Bardzo dobrze mi znany:
- Witaj, Draco. Świetna impreza. A! I dziękuję za zaproszenie, ale nie musisz się mną zajmować. Widzę, że twój przyjaciel dobrze się mną zaopiekuje.
Gwałtownie odepchnąłem Pansy i spojrzałem w stronę osoby, która wypowiedziała owe słowa. Przede mną stał nie kto inny jak Hermiona Granger. W ślicznej czarnej, obcisłej sukience wyglądała o wiele bardziej seksownie niż Pansy. Teraz tą ją miałem ochotę pocałować, jednak wiedziałem, że i tak nic z tego nie wyjdzie.
Granger nachyliła się nad moim uchem i wyszeptała:
- Wróciłam, paniczu Malfoy. Nie waż się więcej tak ze mną pogrywać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz