sobota, 15 stycznia 2011

Rozdział IV „Przemówienie”

Co ona tu robi?! I co ona sobie w ogóle myśli? „Wróciłam, paniczu Malfoy”, co to ma być?
Spojrzałem w stronę Zabiniego, który świetnie bawił się z Hermioną, tańczyli razem, potem coś sobie nawzajem szeptali na ucho. A wszyscy Ślizgoni patrzyli na nich z lekkim niesmakiem, ale nikt nie odważył się odezwać, kiedy zobaczyli, że Blaise nie ma nic przeciwko jej towarzystwu. Wrócili do swoich zajęć i tylko ja jeszcze zwracałem na nich uwagę.
Poczułem się źle widząc ich razem. Nawet nie mam pojęcia dlaczego. Co mnie to obchodzi, że Granger tańczy z moim najlepszym przyjacielem? Przecież uczucie, które noszę w sobie teraz na pewno nie jest zazdrością o tą Szlamę! Z pewnością czuję obrzydzenie widząc jak Zabini dotyka kobiety nieczystej krwi. Co on wyprawia? Trzeba mu przemówić do rozumu.
Ruszyłem w jego stronę z zamiarem pomocy mu w racjonalnym myśleniu. Podszedłem do niego i powiedziałem w stronę Granger:
- Przepraszam, ale na chwilę pożyczę twojego towarzysza – i posłałem jej drwiące spojrzenie.
Odciągnąłem przyjaciela na bok i spytałem:
- Co ty wyprawiasz?
- Jak to co? Znajduję sobie partnerkę i dobrze się bawię. Sam mi to poradziłeś – odparł Blaise.
- Tak, ale… nie myślałem o Granger. Chciałem byś znalazł sobie kogoś z czystą krwią.
- Czy mi się zdaje, czy ty jesteś zazdrosny?
- Zazdrosny?! – wybuchnąłem śmiechem. Ja, zazdrosny o Szlamę. Dobre sobie.
- Widzę jak na nas patrzysz. Jesteś zły. – Nie pytał. On tylko stwierdzał fakty.
- Jestem zły, ale nie, dlatego że coś do niej czuję, tylko dlatego że sam chciałem ją zniszczyć. A ty, taki biedaczyna, możesz się w niej zakochać i nie pozwolisz mi tego zrobić. A to będzie bardzo nie po mojej myśli. – ostatnie słowa wycedziłem przez zęby.
- Jak uważasz. Dla mnie to tylko partnerka do zabawy, a to, że nie jest czystej krwi mi nie przeszkadza. Nie jestem takim zadufanym w sobie arystokratą jak ty! – odparował wkurzony Zabini i odszedł w stronę Hermiony.
Stałem tam jak osłupiały, nie wiedząc co powiedzieć. Nie chciałem już o tym myśleć. Spojrzałem tylko w stronę Blaise’a i Granger. On coś do niej mówił, a ona się śmiała. Najzwyczajniej w świecie się śmiała, jakby była na imprezie dla Gryfonów. Czuła się tu bezpiecznie i to mnie zdziwiło.
Podszedłem w stronę Pansy i przyciągnąłem do siebie, przerywając jej rozmowę z jakąś Ślizgonką. Pocałowałem najbardziej namiętnie jak tylko potrafiłem. Nasze usta złączyły się i w takim stanie pozostaliśmy jeszcze jakieś kilka minut póki pewna niepożądana tutaj osoba wypowiedziała słowa, które przeszyły mnie jak sztylet:
- Zapewne już mnie zauważyliście i zastanawiacie się co tu robię i kto mnie zaprosił. Zaprosił mnie Draco Malfoy. – powiedziała Granger, a po tłumie przeszedł szmer zdziwienia. Ona jednak nie dała za wygraną i kontynuowała swoją wypowiedź. – Otóż mogę opowiedzieć wam jak do tego doszło. Panicz Malfoy przed wyjazdem do Hogwartu uronił kilka łez na peronie, żegnając się ze swoją matką! Tak, właśnie tak. Nasz kochany Draco ma uczucia! Ale to nie wszystko. On tak bardzo się ich wstydzi, że zagroził mi, że jeśli komuś o tym powiem, to mnie zniszczy. Głupie, nieprawdaż? Czy to coś złego, że człowiek ma uczucia? Najwyraźniej tak. Następnie zadufany w sobie arystokrata postanowił mnie zaprosić na tą imprezę i przed wami ośmieszyć. – tutaj skierowała swój wzrok na mnie i powiedziała – jednak to ja ośmieszam ciebie. – kolejne skierowała swoje słowa w stronę ludzi i zakończyła swój monolog – Wiem, że pewnie staniecie po jego stronie, ale to tak dla waszej informacji, żebyście nie szeptali za moimi plecami, kto też mógł mnie zaprosić tutaj.
Po zakończeniu swojej mowy spojrzała na mnie wyzywająco i odwróciła się w stronę Zabiniego, a on podał jej rękę i wyszli razem na korytarz.
Kiedy zamknęły się drzwi, wszyscy skierowali swój wzrok na mnie, oczekując wyjaśnień.
- Tak, to ja ją zaprosiłem, ale tylko dla zemsty. W końcu to szlama! Chyba nie jesteście oburzeni? – wykrzyknąłem do imprezowiczów.
Zewsząd słychać było ciche „Ależ skąd”, „Szlamie się należało”. Jednak ja widziałem w ich oczach … rozczarowanie? Nie to nie mogło być to.
- Nikt nie ma ci tego za złe, mój ukochany – odezwała się Parkinson i podeszła do mnie, całując w usta.
- W takim razie wracajcie do zabawy – powiedziałem i sam zastosowałem się do własnej rady.
Przyciągnąłem do siebie Pansy i wyszliśmy za drzwi, by tam móc zająć się w spokoju sobą.
Wyszliśmy przed dormitorium i tam zaczęliśmy się całować. Zatraciliśmy się w swoich ustach i chciałem by ta chwila trwała wiecznie. Żadnych zobowiązań, tylko przyjemność. Pansy wiedziała, że nic z tego nie będzie. Chyba wiedziała. Kilka razy proponowała mi stały związek, jednak ja zawsze wykręcałem się tą samą wymówką „że nie chcę się z nikim wiązać”. I dalej tak myślę, a ona po kilku próbach zrezygnowała i teraz przychodzi do mnie tylko dla przyjemności.
A Granger to osobna sprawa. Nie pozwolę jej tak odejść po tym co zrobiła. Myśli, że ujdzie jej to na sucho, ale nic z tego. Już ja tego dopilnuję. Zabini chwilowo się z nią zabawia, lecz wkrótce pewnie mu się znudzi i odrzuci ją jak starą zabawkę, a wtedy ja wkroczę na arenę i zniszczę ją do końca.
Poza tym, co ten Blaise sobie myślał? Że tak po prostu zabierze mi moją zabawkę, bez żadnych konsekwencji? To mój przyjaciel, ale to nie znaczy, że może ze mnie tak drwić.
Nagle Pansy przerwała pocałunek i powiedziała:
- Ona ci się podoba?
- Kto? – udałem, że nie wiem o kogo jej chodzi.
- Jak to kto? Ta Szlama.
- Granger? Jak sama powiedziałaś, to Szlama. Nie mogłaby mi się więc podobać. – odparłem i już chciałem ją znów pocałować, jednak ona odsunęła się ode mnie i znowu się odezwała. Zaczynało mnie to irytować.
- Ale ja słyszałam o czym ty rozmawiałeś z Zabinim. On cię spytał czy jesteś o nią zazdrosny. Jesteś?
- Skoro tak dobrze podsłuchiwałaś, to powinnaś znać odpowiedź. – wycedziłem przez zęby.
- Ja nie podsłuchiwałam. Mówiliście dość głośno.
- To trzeba było zatkać sobie uszy albo zająć się czymś innym – odparowałem.
- Proszę cię, nie gniewaj się. – wypowiedziała te słowa błagalnym tonem. Widziałem jak łzy wzbierają się w jej oczach, ale nic nie poradzę na to, że jestem potworem w ludzkim ciele. Odepchnąłem ją i powiedziałem:
- Idź na imprezę.
- A ty?
- Dojdę za chwilę.
- To ja poczekam na ciebie.
- Chcę. Zostać. Sam. – wycedziłem, a ona widząc złość w moich oczach szybko odwróciła się na pięcie i weszła do dormitorium, w którym odbywała się impreza.
Zostałem sam na sam ze swoimi myślami.
Ciekaw jestem czy kiedykolwiek będę miał kogoś takiego jak Hermiona Granger, tylko czystej krwi oczywiście. Chodzi mi o to, bym miał dziewczynę, która pokocha mnie takiego jakim jestem. Ostatnimi czasy coraz bardziej brakuje mi takiej osoby, która bezwarunkowo poszłaby za mną nawet na koniec świata.
Nie! Koniec takich rozmyślań. Muszę się położyć bo inaczej zwariuję.
Wparowałem do pomieszczenia pełnego imprezowiczów i oznajmiłem:
- Na dziś to koniec imprezy. Przykro mi bardzo, ale wynikły pewne okoliczności. Tak więc, przepraszam i zapraszam następnym razem. – Ślizgoni po tych słowach zaczęli się powoli zbierać.
Ja patrzyłem na nich z politowaniem. Robili to tak powolnie i ślamazarnie. Wtem, podeszła do mnie Pansy.
- Czemu to robisz? – chciała dotknąć mojej twarzy, ale odtrąciłem jej rękę.
- Bo nie mam ochoty na więcej zabawy. Czas już na ciebie.
- Nie chcesz bym została?
- Nie. – odpowiedziałem stanowczo i szorstko. Nie trzeba było jej mówić nic więcej. Odeszła i nawet się nie odwróciła.
No proszę, Pansy Parkinson ma godność. Parsknąłem śmiechem, na co jeden z ostatnich Ślizgonów, którzy wychodzili, popatrzył na mnie dziwnie, ale po chwili zniknął za drzwiami.
Kiedy cały pokój był już pusty, machnąłem różdżką, wypowiadając cicho zaklęcie. Wszystkie meble wróciły na swoje miejsce, w tym moje łóżko, którego obecnie pragnąłem najbardziej.
Poszedłem do łazienki, a kiedy wróciłem z powrotem do pokoju moim oczom ukazał się Blaise i Hermiona przy kominku. Siedzieli i rozmawiali sobie w najlepsze.
- Co to ma być? Czemu impreza już zakończona? – wykrzyknął do mnie Zabini, kiedy tylko mnie zauważył.
- Nie mam ochoty na więcej zabawy.
- No tak, biedny Malfoy. Pewnie jest ci przykro z powodu dzisiejszego zajścia. – wtrąciła Granger. W tym momencie poczułem jak puszczają mi nerwy. Dłoń sama zwinęła się w pięść i już szedłem w stronę tej Szlamy, kiedy przede mną nagle wyrósł Blaise.
- Draco, chyba za dużo wypiłeś – powiedział mój przyjaciel.
- Ja myślę, że to raczej jego nienawiść i furia za nim przemawiają. Panicz Malfoy już nie jest taki fajny jak kiedyś. Jaka szkoda! – wypaliła Hermiona. Tego było za wiele. Odepchnąłem Zabiniego i ruszyłem wprost w stronę Szlamy. Ona tylko stała i wpatrywała się we mnie przerażonymi oczyma.
Ręka Blaise’a mnie powstrzymała i nagle oprzytomniałem.
- Co się z tobą dzieje, Malfoy? – krzyknął do mnie przyjaciel.
- Chodź Hermiono. Niech zostanie sam i ochłonie. – powiedział Zabini do Granger, po czym razem wyszli z dormitorium.
Zostałem sam. Znowu. Sięgnąłem po szklankę whisky i trochę wypiłem, jednak po chwili rzuciłem naczyniem o ścianę i odłamki szkła rozprysły po całym pokoju.
Po moim policzku spłynęła jedna, jedyna łza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz