środa, 19 stycznia 2011

Rozdział V "SMS"

Obudziły mnie promienie słońca, wpadające przez duże okno, które jest charakterystyczne dla szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
W mojej głowie pojawiły się obrazy z poprzedniego dnia. Impreza, piękna Pansy i jeszcze piękniejsza Hermiona Granger. Nie mam ochoty się do tego przyznawać, ale ona naprawdę jest ładna, mimo że jest Szlamą. Jednak po chwili, do mojego umysłu wdarły się kolejne obrazy. Zabini z Granger, jej przemówienie… i moment, w którym Blaise wyszedł z tą Szlamą zostawiając mnie samego sobie. Czułem się wtedy strasznie. Byłem porzucony przez następną osobę, na której mi zależało.
Być może wyolbrzymiam, ale czuję, że wszystko tracę. Najpierw przyjaciół, tak licznych, przed uśmierceniem Voldemorta, kolejnie ojca, który jest w Azkabanie, kończąc na Zabinim, który przechodzi na stronę Szlam. Nawet dla mnie, nieczułego Malfoya, jest tego wszystkiego za wiele.
- Przepraszam – wyszeptał cicho Blaise. Dopiero teraz zauważyłem, że też jest w pokoju.
- Za co? – spytałem.
- Za to, że wczoraj zostawiłem cię samego, kiedy mnie potrzebowałeś.
- Nikogo nie potrzebowałem! – powiedziałem to trochę za głośno i po chwili już tego żałowałem.
- Skoro tak twierdzisz. – Blaise zamilkł, wyraźnie obrażony.
- Nie o to mi chodziło.
- Wiem o co ci chodziło. Jak zwykle boisz się okazać swoje uczucia, nie chcesz żeby ktoś uznał cię za słabego człowieka. Chociaż okazywanie uczuć wcale nie jest słabością, tak jak to wmówił ci twój ojciec. Mój też chciał mną tak zmanipulować, ale mu się nie dałem i teraz przynajmniej mam uczucia.
- Ja też mam uczucia! – odparowałem. Blaise tylko parsknął śmiechem i powiedział:
- Uczucia? Wybacz, ale nie wiem o czym mówisz. Jeszcze wczoraj chciałeś zniszczyć Hermionę, bo widziała jak płaczesz!
- Nie płakałem, spłynęła mi tylko jedna łza po policzku. A poza tym, czemu nazywasz ją Hermioną? To Szlama!
- Ale ma imię! I podoba mi się. – odparował mój przyjaciel. Wcześniej leżałem oparty o miękkie poduszki na moim łóżku z założonymi rękami pod głową, ale na te słowa usiadłem prosto, nie mogąc uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem.
- Słucham? – powiedziałem cicho.
- Dobrze słyszałeś. Podoba mi się. Jest inteligentna, ładna, zgrabna. A to, że nie jest czystej krwi, nie ma dla mnie znaczenia. – odparł ze złością Blaise. Oczywiście, że Granger miała te cechy, ale żeby od razu mu się spodobała?
- Ale ty mówisz tak na poważnie?
- Bardzo poważnie.
- Kurczę, Blaise, to ja cię przepraszam.
Teraz to Zabini siedział zamurowany na swoim łóżku i patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
- Ty mnie przepraszasz? Za co?
- Za to, że nazwałem twoją dziewczynę Szlamą. – uśmiechnąłem się drwiąco.
- To nie jest moja dziewczyna.
- Na razie. Ale wkrótce może się nią stać.
- Draco, mogę cię o coś prosić?
- Mam nadzieję, że nie chcesz bym ci pomógł ją zdobyć. – udałem, że jestem przestraszony. A Blaise’a wyraźnie to rozbawiło i za chwilę stwierdził:
- Nawet jeślibyś chciał i tak byś mi w tym nie pomógł. Nie potrafisz. – zignorował moje prychnięcie i kontynuował – Chciałbym tylko, byś dał jej spokój. No wiesz. Ten twój plan zniszczenia jej. Nie chcę by chodziła smutna, a zwłaszcza przez ciebie. Bo co jak co, ale świetnie doprowadzasz ludzi do szału.
- Ahh, dziękuję. Ale dobrze, zgadzam się. Znajdę sobie inny cel. – tu przebiegle się uśmiechnąłem, a Zabini tylko powiedział:
- Dziękuję.
Uśmiechnął się i wszedł do łazienki, a ja zostałem sam na sam z myślami, w których była tylko jedna osoba, Hermiona Granger.
Jak ta Szlama mogła tak zawładnąć umysłem Zabiniego? Co ona mu zrobiła, że nagle zaczął ją szanować? To nienaturalne! A może… może użyła Eliksiru Miłosnego. Jest dobra w eliksirach, więc czemu nie?
Dość! Obiecałem mu. Póki nie będzie żadnych większych dowodów na poparcie moich podejrzeń, powstrzymam się od działania. Ale rozejrzeć się mogę…
Rozmyślania przerwał mi dźwięk komórki. Przyszedł SMS.
Mugole na ogół są idiotami, ale to urządzenie wyjątkowo im się udało. Można szybko się z kimś porozumieć. Ciekawe. Zazwyczaj wystarczy nam, Czarodziejom, teleportacja, ale są takie sytuacje, kiedy nie możemy z niej skorzystać. A telefony komórkowe są wprost idealne. I do tego mają wbudowane aparaty idealne do robienia zdjęć, gdzie tylko mamy na to ochotę.
SMS był od matki. Ona też sobie taki sprawiła, by być ze mną w kontakcie. Właściwie tylko dlatego mamy te urządzenia. Nie znam wielu Czarodziei, którzy by z tego korzystali. Ale wracając do SMSa, to jego treść brzmiała tak:

Skontaktował się ze mną twój ojciec. Nie wiem czego chce, ale wygląda na to, że znalazł sposób na wydostanie się z Azkabanu. Nie wiem jakim cudem mógłby to zrobić, ale nie zapominajmy, że ma znajomości. Napisał, że z tobą wkrótce też się skontaktuje. Dlatego proszę cię o ostrożność. Moglibyśmy się spotkać? Podaj datę i miejsce. Kocham Cię

No tak, niezbyt typowy SMS, ale mama pisała je jak listy, więc przestałem już zwracać uwagę na ich długość.
Niezbyt zachwyciła mnie myśl, że ojciec mógłby wrócić do mojego życia. Co prawda, w czasie wakacji, matka snuła się po domu jakby była skazana. Ale z czasem zaczęło jej przechodzić, tak że przed rozpoczęciem roku szkolnego, była już umiarkowanie wesoła i można było z nią normalnie porozmawiać. Teraz, kiedy przed oczami ujrzałem wizję ojca w domu, pobladłem na twarzy.
W tym samym momencie z łazienki wyszedł mój  przyjaciel, który widząc moją minę, zaśmiał się krótko i powiedział:
- Draco, nie przejmuj się tak. To, że ty uważasz ją za Szlamę, nie znaczy, że każdy musi ją tak oceniać, a poza tym, jest ona bardzo miłą, uczynną…
- Nie chodzi o to – uciąłem. Nie chciałem dalej słuchać o tym jak Zabini wychwala największą Szlamę Hogwartu. Blaise widząc moją minę, spytał:
- To o co?
- Mój ojciec się odezwał.
- Co?! Przecież ON jest w Azkabanie! – krzyknął.
- Po pierwsze, ciszej. Po drugie, pamiętaj, że Lucjusz ma kontakty i nie zdziwię się, jeśli jakimś cudem ucieknie stamtąd.
- A skąd to w ogóle wiesz?
- Matka wysłała mi SMSa. Czytaj – powiedziałem, po czym podałem mu telefon. On chwilę czytał, po czym podniósł wzrok na mnie.
- I co zamierzasz z tym zrobić? Jeśli on wróci, to nie będziesz miał życia.
- Na razie nic nie zrobię. Niech się odezwie, potem coś wykombinuję.
- No tak. – odparł Blaise i więcej się nie odezwał, więc wstałem i poszedłem w stronę łazienki, by odbyć poranną toaletę. Wchodząc do pomieszczenia, widziałem jeszcze jak Blaise pochyla się nad kartką papieru i zaczyna coś bazgrolić.
Po wyjściu z łazienki moim oczom ukazał się Zabini wstający z krzesła. W ręku trzymał owy kawałek papieru.
- Mam do ciebie prośbę. –Blaise powiedział te słowa powoli i ostrożnie, jakby się bał, że mu coś zrobię. Kompletnie nie wiem, skąd u niego taki strach przede mną. Uśmiechnąłem się lekko.
- Jaką? – spytałem.
Blaise zamilkł na chwilę, myślał. W końcu wyciągnął rękę, w której trzymał papier i powiedział:
- Mógłbyś zanieść to Hermionie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz