Blaise zamilkł na chwilę, myślał. W końcu wyciągnął rękę, w której trzymał papier i powiedział:
- Mógłbyś zanieść to Hermionie?
Wybuchnąłem śmiechem. Czy on zdawał sobie w ogóle sprawę o co mnie prosi? MNIE? Mam rozmawiać z tą Szlamą, kulturalnie, mam z niej nie drwić!
- Proszę cię. Sam nie chcę jej tego dać.
- Ale to będzie głupio wyglądało. Jakbyś potrzebował swatki czy pośrednika.
- Draco, proszę cię. Chodź raz bądź człowiekiem i wyświadcz mi tę przysługę.
Popatrzyłem na przyjaciela. Jego wzrok był błagalny, jakby od tego skrawka papieru zależało jego życie.
- No dobra. Ale nie każ mi z nią rozmawiać. Po prostu powiem jej, że to od ciebie i tyle. Skoro nie mogę z niej drwić, to nie mam z tą Szlamą… yyy… to znaczy z Hermioną tematów do rozmowy.
Blaise tylko pokręcił głową i powiedział:
- Dziękuję ci mimo wszystko. Ale staraj się jej nie nazywać Szlamą. Bądź dla niej miły podczas tej rozmowy.
- Dobra, dobra. Postaram się nie nazwać jej Szlamą.
Zabini popatrzył na mnie spode łba i odparł:
- To idź już.
- A ty?
- Ja nie idę dzisiaj na śniadanie.
- Dlaczego?
- A jak myślisz, Draco? Jeślibym był na Wielkiej Sali, kiedy wręczasz to Hermionie, pomyślałaby, że jestem tchórzem i się tobą wysługuję. Albo co gorsza, że próbujemy sobie z niej zakpić.
- Chętnie bym to zrobił.
Zabini spiorunował mnie tylko wzrokiem, po czym wypchnął za drzwi.
W pokoju wspólnym Ślizgonów jak zwykle panował gwar. Uczniowie dyskutowali o czymś zawzięcie i tylko nieliczni z nich zwrócili na mnie uwagę, ale po chwili znów wrócili do swoich zajęć. Byłem nieco urażony. Ja, Draco Malfoy, o którym zawsze rozmawiano, byłem traktowany prawie jak powietrze. Niezbyt przyjemne uczucie. Ciekawe czy Ron Weasley też się tak czuje? Przecież nie jest żadną gwiazdą ani nic takiego. Potter czy Granger może i są znani. Potter dlatego że zniszczył Czarnego Pana i jest Wybrańcem, a Granger słynie ze swojego kujoństwa. Cała ona.
Wyszedłem z pokoju wspólnego i trafiłem na korytarz. Już miałem ruszyć w stronę Wielkiej Sali, ale nagle przypomniałem sobie co trzymam w ręku. Spojrzałem w dół, na świstek papieru i napadła mnie nieodparta chęć spojrzenia na bazgroły mojego przyjaciela.
Nie, nie mogę mu tego zrobić, w końcu to mój przyjaciel, jedyny. Nie licząc Pansy, która jest raczej wiernym pieskiem niż przyjaciółką, z którą można normalnie porozmawiać.
Ale z drugiej strony, Blaise nic nie mówił o tym bym tam nie zaglądał. Wiem, pewnie mi ufa i uważa, że wcale nie trzeba mnie informować o zakazie czytania jego „listu” do tej Szlamy.
A jeśli Granger rzeczywiście użyła na nim Eliksiru Miłosnego? On na pewno tego nie czuje i nie myśli racjonalnie, ale ja myślę trzeźwo.
Dlatego właśnie oparłem się o ścianę i otworzyłem kartkę papieru i zacząłem czytać niezbyt staranne pismo Zabiniego. Oto co napisał:
„Droga Hermiono!
Świetnie się z tobą wczoraj bawiłem i mam nadzieję, że ty ze mną też. Już dawno z żadną dziewczyną nie spędziłem tak miło czasu. Chciałbym powtórzyć coś takiego. Może nie całą imprezę, ale nasze spotkanie. Moglibyśmy się spotkać dzisiaj o 18.00 w Pokoju Życzeń? Będę tam czekał i mam nadzieję, że się pojawisz.
PS. Przepraszam, że przekazuję ci to przez Dracona, ale nie wiem czy będę cię dzisiaj widział. Gdyby ci dokuczał, po prostu rzuć w niego jakimś krótkotrwałym, niezbyt szkodliwym zaklęciem. Będzie miał nauczkę. „
No ładnie, ładnie. Mój własny przyjaciel radzi Szlamie, by ta potraktowała mnie jakimś zaklęciem. Będę musiał sobie z nim na ten temat porozmawiać.
Obok mnie zaczęło przechodzić coraz więcej uczniów, zmierzających do Wielkiej Sali na śniadanie. Wmieszałem się w tłum i ruszyłem za nimi.
***
Wszedłem do Wielkiej Sali i moim oczom ukazały się ogromne tłumy uczniów. No ale przecież to pora śniadania, więc nie ma się co dziwić.
Spojrzałem w stronę stołu Gryfonów i od razu Ją zobaczyłem. Ona też mnie zauważyła. Mógłbym do niej podejść i podać tą kartkę, ale postanowiłem, że z tym zaczekam, aż ona będzie wychodzić z Sali. Gdybym podszedł do niej teraz, ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że ten liścik jest ode mnie. A tak z pewnością nikt nie może pomyśleć.
Dlatego właśnie, usiadłem do stołu Ślizgonów i zacząłem posiłek. Szybko go skończyłem i rozpocząłem rozmowę z Robertem, jednym z uczniów Domu Węża. Przez tę rozmowę, o mało nie przegapiłem momentu kiedy Granger wychodziła z Wielkiej Sali. Na szczęście szła sama. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby szła w tym swoim trio.
Poderwałem się z miejsca i przeprosiłem Ślizgona, tłumacząc się nagłą sprawą. On tylko spojrzał na mnie jak na idiotę, jednak ja nie zwróciłem na to większej uwagi.
Wybiegłem z Wielkiej Sali i już myślałem, że ta Szlama poszła do swojego dormitorium, ale zauważyłem jak skręca za róg.
Pobiegłem za nią, a ona słysząc moje kroki odwróciła się. Widząc mnie, stanęła jak wryta, ale za chwilę odzyskała panowanie nad sobą i powiedziała:
- Nie wiem czego znowu chcesz, ale daruj sobie – odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, ale szybko ją dogoniłem i złapałem za łokieć. Powoli odwróciła się w moją stronę.
- Nie mam czasu na twoje gierki, Malfoy! Mów czego chcesz, albo daj mi spokój, bo nie mam całego dnia! – wypaliła z furią w oczach. Nie wiem czemu tak bardzo działam jej na nerwy, ale mniejsza o to.
- Muszę ci tylko coś przekazać… - zacząłem, ale nie dane było mi skończyć, bo panna Mądralińska jak zwykle się wcięła.
- Ciekawe co? Pewnie to kolejny twój podstęp! – wyrzuciła z siebie.
- Możesz mi łaskawie nie przerywać?
- Mogę, jeśli ty nie będziesz się mną bawić. Słyszałam co wczoraj powiedziałeś, po naszym spotkaniu. Myślałeś, że już poszłam, ale ja nadal tam stałam. „Głupia Szlama!”. A ty co? Idiotyczny arystokrata, od którego wszyscy się odwracają. – stała przede mną i patrzyła jak moja twarz przybiera doskonale jej znany, obojętny wyraz.
- Wiesz co, Granger? Mam cię już serdecznie dosyć! Miałem ci tylko przekazać to – wcisnąłem jej w rękę świstek papieru, a ona popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem – Miałem też być dla ciebie miły, ale nie potrafię. Trudno, najwyżej Blaise będzie na mnie zły.
- Blaise? A co on ma z tym wspólnego? – spytała.
- Jak to co? To od niego ten list.
- A ja myślałam … - urwała. Na jej twarzy pojawił się rumieniec.
- Co myślałaś? Że to ode mnie? – za to na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Od ciebie? W życiu bym tak nie pomyślała, bo ty nigdy byś czegoś takiego nie zrobił! – wybuchła i ruszyła energicznym krokiem w stronę wieży Gryfindoru.
Ja tylko stałem i patrzyłem jak odchodzi.
Coś poczułem, coś dziwnego. Już od bardzo dawna nic nie czułem, a teraz coraz częściej mi się to zdarza i to akurat w towarzystwie Granger.
Nie mogę o niej myśleć! To Szlama! A poza tym podoba się Zabiniemu, a nie mógłbym odbić mu potencjalnej dziewczyny.
***
Wpadłem do pokoju wściekły. Blaise popatrzył na mnie jak na idiotę. I słusznie, bo właśnie się nim staję. Jak mogę myśleć tyle o Hermionie? To jest okropne, niezgodne z wszelkimi zasadami…
- Co powiedziała? – spytał mnie przyjaciel.
- Nic. – odpowiedziałem cicho.
- Pokłóciliście się?
- Nie! – szybko zaprzeczyłem.
- Czyli się pokłóciliście. O co tym razem?
- Myślała, że znowu coś przeciw niej kombinuję i zaczęła te swoje gadki o arystokratach i takie tam. Sam wiesz.
- Oj Draco, Draco. Mam nadzieję, że nie nazwałeś jej Szlamą?
- Nie.
Usłyszeliśmy dzwonek komórki, który przerwał nam rozmowę. Mama dzwoniła.
- Przepraszam na chwilę. – rzuciłem w stronę przyjaciela.
- Mam wyjść?
- Jeślibyś mógł. – powiedziałem proszącym tonem. Zabini wyszedł z dormitorium.
Odebrałem telefon.
- Draco, czemu nie odpisywałeś?! – wykrzyknęła matka w słuchawkę.
- Spokojnie mamo. Jak dostałem tego SMSa, akurat miałem dużo pracy, a potem była impreza. Miałem napisać właśnie zaraz. Dopiero wróciłem ze śniadania.
- No już dobrze. Cieszę się, że nic ci nie jest. Kontaktował się z tobą ojciec?
- Nie. – odpowiedziałem jej.
- To dobrze. Możemy się spotkać?
- Oczywiście. Może w Zakazanym Lesie o 18.00?
- Dzisiaj? Dobrze. Punkt 18.00 masz być na miejscu. Musimy omówić kilka ważnych spraw. Do zobaczenia, synku. – powiedziała, po czym się rozłączyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz